Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Zakręt

            Ostry zakręt w w prawo, Słomniki, 15 kilometrów przed Krakowem. Ograniczenie prędkości do 40 km/h i ostrzeżenie przed wypadkami. Na prędkościomierzu 60. Za dużo przy padającym deszczu. Samochód zaczyna tańczyć na drodze i nie słucha kierownicy. Próby kontrowania na nic się już zdadzą. Po prawej stronie stromy nasyp i tylko słaba metalowa barierka. Samochód skręca jednak w lewo, odwraca się tyłem i przejeżdża na przeciwny pas, wjeżdża na pobocze i zatrzymuje się. Właściwie można ochłonąć i odjechać, ale wtedy od strony Słomnik, zza zakrętu wyjezdża inny samochód. Na mokrej jezdni nie ma szans zahamować i uderza w zagradzający mu drogę pojazd. W nas. Nie pamiętam, czy krzyczałam, chyba nie. Nie bałam się nawet, wierzyłam, że nam się uda.

             Bo 13? 13 września? Że pech? Przecież od półtora roku mieszkamy razem pod numerem trzynastym. Widać szczęśliwie, jeżeli wczoraj wzięliśmy ślub. Nigdy nie wierzyłam , że 13 jest pechowa i teraz też w to nie wierzę. Bo przecież tak naprawdę szczęście nam dopisało. Z naprzeciwka mogła jechać ciężarówka a nie samochód osobowy. Mógł nas uderzyć w drzwi. Koło zamortyzowało całe uderzenie i nic się Piotrowi nie stało w nogi, w ogóle nic nam się nie stało. Kierowca drugiego samochodu zranił się w kolano, a jego pasażerowi zrobiło się słabo, bo chorował na serce. Ale to nic strasznego. To dlaczego ja tak płaczę...

            Wczoraj aż mnie mięśnie bolały od ciągłego uśmiechania się. Byłam taka szczęśliwa, jak tylko może być szczęśliwa panna młoda w dniu ślubu. Jechałam do kościoła pięknym staroświeckim samochodem, cała Warszawa się do mnie śmiała. Ludzie trąbili klaksonami, nie dlatego, by pospieszyć, ale żeby wyrazić swoją aprobatę. Piotr spełnił swoje marzenie i samodzielnie prowadził zabytkowego forda, a ja odwzajemniałam się ludziom pozdrowieniami. Teraz siedzę w rozbitym samochodzie gdzieś pod Krakowem. Nie widzę, co robią policjanci. Czemu tak długo przesłuchują Piotra? Po co ja się z nim zamieniłam, przecież prowadziłam od samej Warszawy i wszystko było dobrze... Czułam, że w koleinach koła czasami się ślizgają, ale minimalnie dodawałam gazu i wszystko wracało do normy. A potem głupia stchórzyłam. Bo przez Kraków nie przejadę! Ale może ja na tym zakręcie nie dałabym sobie rady...

              Laweta zapakowała nasz samochód razem z całym ekwipunkiem, który miał się nam przydać na południu Francji – namiotem, butlą gazową. W bagażniku ciągle pachniało wczorajszymi wiązankami kwiatów, które nasi swiadkowie starali się tutaj pomieścić. Jeszcze dzisiaj rano zawieźliśmy je do kościoła, pod ołtarz Matki Boskiej.Zamiast na pierwszy nocleg w Bratysławie, pojechaliśmy z powrotem do Warszawy. Siedziałam na małym wybrzuszeniu po środku a pamięć podsunęła mi obraz z dzieciństwa, kiedy jeździłyśmy z mamą autostopem do babci Juli na wieś. Piotra bolała trochę szyja, bo szarpnęło nim w czasie zderzenia, a ja miałam na brzuchu siniaka. Czekała nas kontrolna wizyta u lekarza.

           Telefon odebrała mama. Myślała, że dzwonię z Bratysławy. A ja dzwoniłam z Warszawy, z naszego mieszkania. Na wieszaku w foli wisiała moja biała sukienka i garnitur Piotra, a pieniędzmi ze ślubnych prezentów zapłaciliśmy za lawetę.

            Tydzień później, 20 września umarła babcia Jula. Od lat przykuta do łóżka, nie poznawała już nawet twarzy mojej mamy, która pielęgnowała ją, dojeżdżając na wieś co drugi dzień. Nie pamiętała już, ile ma wnucząt i tej małej dziewczynki, która przynosiła jej stokrotki, zbierane po drodze od przystanku. Nie miała też świadomości, że ta wnuczka dorosła i właśnie wyszła za mąż. Nie osiagnęłam celu swojej podróży poślubnej, ale nie zdążyłabym wrócić z Francji, żeby pożegnać babcię. Nie mogłabym być przy mojej mamie, kiedy płakała nad zamykającą się trumną.

poniedziałek, 19 marca 2007, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/07/08 23:14:40
Moim zdaniem każdy kierowca powinien ukończyć szkolenie bezpiecznej jazdy. Kierowcy często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia na drodze, a kursy bezpiecznej jazdy uświadamiają uczą kierowców odpowiednich zachowań. Potwierdzi to każdy dobry instruktor techniki jazdy
-
2014/07/08 23:16:13
Moim zdaniem każdy kierowca powinien ukończyć szkolenie bezpiecznej jazdy. Kierowcy często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia na drodze, a kursy bezpiecznej jazdy uświadamiają uczą kierowców odpowiednich zachowań. Potwierdzi to każdy dobry instruktor techniki jazdy