Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Galerianki

             Kiedy czytałam relacje z 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, ucieszyłam się, ile ciekawych, poruszających współczesne problemy, pokazujących dzisiejsze realia życia, ciekawych filmów powstaje. Optymiści i krytycy zaczynają nawet mówić o nowym pokoleniu szkoły polskiej. Zobaczymy, co z tego będzie, jak się to dalej rozwinie. Oczywiście, po raz kolejny mam ogormny niedosyt, że nie mogę być na bieżąco, pójść do kina i na własne oczy przekonać się, które z tych filmów zrobiłyby na mnie największe wrażenie, które warte są zapamiętania. Czy chodziłyby mi ciarki po plecach, kiedy oglądałabym Marcina Dorocińskiego w "Rewersie" czy Borysa Szyca w "Wojnie polsko-ruskiej"?

             Jednym z filmów, który zwrócił moją uwagę, który otrzymał również nagrodę za debiut reżyserski były "Galerianki" Katarzyny Rosłaniec. Czytałam już o poruszonym przez nią temacie w polskiej prasie, widziałam również wątki wykorzystane w filmach czy serialach ku przestrodze. Jednak z tego, czego dowiedziałam się ze zwiastunu, w swoim debitanckim filmie reżyserka pokazuje galerianki z porażającą szczerością. Dla tych, którzy nie spotkali się z opisami tego zjawiska wyjaśniam, że nie chodzi o żadne biedne dziewczęta zakute w kajdany, które odpracowują swoją karę na galerach, czy zostały sprzedane do niewoli. Nie, one sprzedają siebie zupełnie dobrowolnie.

             Atrakcyjne bardziej lub mniej, epatują swoją dopiero co rozwijającą się seksualnością, wymalowane, ubrane w najmodniejsze ciuchy, torebki, buty, z najnowszymi modelami telefonów komórkowych przy uchu, przechadzają się po galeriach handlowych bardzo często na wagarach ze szkoły. Zwracają na siebie uwagę i właśnie o to chodzi. Skąd mają na to wszystko pieniądze, czy wszystkie mają tak zamożnych rodziców, czy dorabiają sobie jako opiekunki dla dzieci sąsiadów? Bynajmniej. Jeśli mają ochotę na nowe dżinsy lub torebkę po prostu wiedzą, kogo o to poprosić i co zaoferować w zamian, komu zaproponować swoje usługi. Kiedy dostaną od sponsora upragniony prezent, idą na parking podziemny centrum hadlowego i wypełniają swoje zobowiązanie.

             Galerianki to już zjawisko społeczne, teraz powstał o tym film. Może uświadomi on niektórym rodzicom, skąd nagle ich córka ma najmodniejsze gadżety, nowy telefon, ubrania, na które oni nie dali jej pieniędzy.Może pokaże im prawdę, nawet, jeśli nie chcą jej widzieć. Bo czasami bardzo trudno jest taką prawdę przyjąć do siebie. Nie tylko rodzicom nastolatek , ale również starszych dziewcząt, które są na etapie wielkich zmian swoim życiu, albo jeszcze studiują, albo kończą studia. Dokonują ważnych wyborów, pytanie tylko, czy słusznych. One same uważają się za bardzo dorosłe i ich rodzice, mając do nich zaufanie, też je tak postrzegają.

                Jednak z tego, o czym ostatnio czytam, obserwuję, wyłania się obraz dziewcząt, które wkraczają w dorosłość, ze wszystkich mądrych lub mniej mądrych pism i książek dowiedziały się, do czego w życiu mają prawo, ale niekoniecznie mają świadomość, jakim kosztem osiągną, to czego chcą. Te dziewczyny są świadome swojej wartości, ale tylko na pozór, bo potrzebują ciągle potwierdzenia własnego "ja" w oczach innych, uważają się za samodzielne, ale tak naprawdę nie są w stanie opuścić rodzicielskiego gniazda, bo oznaczałoby to całkowitą odpowiedzialność za własne czyny. Są żądne sukcesu, ale kiedy trzeba postawią się w pozycji ofiary, by osiągnąć swoją słabą płcią jeszcze więcej. One nie potrzebują wychodzić za mąż, zakładać rodziny, mieć dzieci, takie plany odkładają na baardzo daleką przyszłość, mają zupełnie inne priorytety.

                Jeśli więc w ich życiu pojawia się mężczyna to najlepiej, żeby był nieco starszy, bardziej doświadczony, żeby mogły wziąć od niego lekcję życia, czerpać z jego doświadczenia, dojrzewać, ale niekoniecznie wydawać owoce. One po prostu potrzebują na swojej drodze mecenasa, sponsora, który wydobędzie ich talenty, wynagrodzi, przyozdobi, dowartościuje, nadstawi ramienia, by można było się wypłakać. Mężczyzny, który zrozumie, ale nie będzie nierozsądnie żądał nic w zamian. To przecież takie na czasie, taki partnerski układ. Kiedy w grę zaczynają wchodzić uczucia, jest to pierwsze ostrzegawcze, pulsujące gdzieś pod czaszką światełko, że pora uciekać. Nieważne, jak bardzo będzie bolało, ile będzie kosztowało, nie ważne, jaką krzywdę wyrządzi się drugiemu człowiekowi. Kiedy coś nie idzie zgodnie z planem, trzeba się ewakuować.

               Słyszałam opowieści o takich dziewczętach od niejednego kolegi w moim wieku i starszych, czytałam już na niejednym forum internetowym, znam kilka przypadków rozwodów z powodu pojawienia się w życiu mężczyzny przechodzącego swój kryzys wieku średniego dziewczęcia, które chciało trafić pod czyjeś opiekuńcze skrzydła.

                Zastanawiałam się, czy to jest zjawisko typowo polskie zarówno galerianki jak i ich doroślejszych odpowiedniczek, ale kiedy przychodzi mi zrobić zakupy w naszym derbiańskim centrum handlowym, widzę te same zastępy dziewcząt, które przed wyjściem z domu spędziły conajmniej dwie godziny na układaniu włosów i godzinę na robieniu makijażu. Niektóre nie znają umiaru i wyglądają tak, jakby ćwiczyły już swoje kreacje na sylwestra, inne idą ścieżką wystudiowanej subtelności. Mogłoby się wydawać, że robią to dla swoich rówieśników, jednak tych mijają z wyrazem pogardy na migoczących od błyszczków ustach.

                Patrzę na nie, zachwycam się czasami, świeżością, pięknem, jakie potrafią wydobyć ze swoich twarzy, nie zaprzeczę, potrafią to robić. Jednak kiedy życzliwie spojrzeć im w oczy to albo uciekają wzrokiem, albo odpowiadają przerażającą pustką pod rzęsami ciężkimi od tuszu. Oglądają się za nimi panowie w garniturach, śpieszący na lunch, niektórzy z powodzeniem mogliby być ich ojcami.

                I wtedy odkrywam, że to są po prostu zagubione gdzieś po drodze dzieci, których nie ma kto otoczyć ramieniem i zaprowadzić do domu, dla których ktoś kiedyś nie miał czasu. Te sprytniejsze będą umiały sobie poradzić, coraz bardziej cyniczne, w coraz grubszej skorupie obronnej udawać będą przed sobą i całym światem, że wszystko idzie zgodnie z planem.

                 Te, których walka zmęczy, po jakimś czasie dojdą do wniosku, że grzechem byłoby nie skorzystać z możliwości, jakie daje opiekuńcze państwo angielskie. Szczytem ich ambicji będzie zajście w ciążę w 16. roku życia, by móc żyć na zasiłku i dostać mieszkanie od państwa. Kiedy już będą miały 5 dzieci, państwo da im większy dom i większy zasiłek. Tylko obraz w lustrze nie będzie im się zgadzał, z tym, który zwykły widzieć w odbciu szyb sklepowych wystaw.

wtorek, 22 września 2009, ewa.wolinska

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Ewa Wolinska

Create your badge