Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

SPA party, disco, lekcje i po weekendzie

         Niedawno skończyliśmy zajęcia naszej nieformalnej szkoły domowej. Niewtajemniczonym podpowiem, że spotykamy się z moją przyjaciółką raz na dwa tygodnie mniej więcej lub kiedy nam pasuje, zważywszy na intensywne życie naszych dzieci, i uczymy nasze pociechy języka polskiego i historii. W związku z tym, że mamy dzieci w prawie tym samym wieku, prowadzimy lekcje dla gimnazjalistek i II klasy szkoły podstawowej. Ja uczę języka polskiego starsze panny, Asia natomiast pracuje z Kubą i Zosią. Piotr dokłada jeszcze historię. Uczymy się, zawsze zjemy jakieś pyszne ciasto, a nasze dzieci mają szansę się zobaczyć i spędzić ze sobą czas. My mamy czas pogadać, jednym słowem przyjemne z pożytecznym. I tak nie wiadomo kiedy przeleciał nam weekend niczym Struś Pędziwiatr przed nosem Kojota. Bip, bip!

          Zaczął się natomiast bardzo przyjemnie. Kiedy w piątek na ostatnich nogach dotarłam po pracy do domu, jedyne, co trzymało mnie jeszcze na duchu, to wizja wieczoru spędzonego z koleżankami z pracy na SPA party. Vanessa, jedna z nauczycielek, z którą współpracuję, zaprosiła mnie i inne koleżanki z pracy do siebie do domu na prezentację produktów firmy, która ma rwnież salon SPA. Pomyślałam, że jest to świetny pomysł na spotkanie z dziewczynami, z którymi widzę się co tydzień, ale nie mamy czasu ze sobą spokojnie porozmawiać, poznać się lepiej, dowiedzieć się czegoś o sobie. Przy okazji mogłyśmy w miłej atmosferze dopieszczać się różnymi mazidłami. Jednak okazało się, że zanim zaznam przyjemności muszę swoje wycierpieć. Mimo iż Vanesa nie mieszka wcale tak daleko ode mnie, tylko 6 mil, jechałam do niej prawie godzinę. Z powodu wypadków na autostardzie M1 i drodze krajowej A38 wszyscy postanowili przedostać się objazdem przez Deby, akurat na mojej trasie do miłego wieczoru w babskim gronie. Coż poradzisz, tak bywa. Kiedy nachodziły mnie myśli, żeby się poddać, ratowała mnie myśl o spotkaniu. Szczerze mówiąc, stojąc na dwupasmowej drodze bez możliwości zawrócenia, wycofania się, czy skręcenia gdziekolwiek, mogłam się poddawać czysto teoretycznie. I tak musiałam stać równiutko w rządku ze wszystkimi do najbliższego skrzyżówania, ronda, zjazdu.

        Kiedy po 40 minutach przedostałam się do ronda, zjechałam w stronę adresu docelowego, znowu utknęłam w korku. Wiele osób się poddawało i korzystało tym razem z możliwości wycofania się z tej kolejki oczekującej na kolejny zjazd, bo od drugiego pasa ruchu nie oddzielała nas barierka. Ja twardo stałam, oczami duszy widziałam te olejki, kremiki i przede wszystkim miłe towarzystwo. Tak rzadko udaje nam się wyrwać z domu, wyjść do ludzi, że każda taka okazja jest na wagę złota. Kiedy Piotr zapełniał wieczorem kolejną kartkę kalendarza na następny tydzień, zapytałam go, gdzie nasze atrakcje pośród wszystkich zajęć naszych córek. Mój mąż stwierdził, że na nasze nie bardzo jest już miejsce i czas, a poza tym nasze córki dostarczają mu już tylu atrakcji, że on na więcej już nie ma za bardzo siły.

        Ja znalazłam w sobie siłę, żeby wyjść na babskie party. Siedziałam w samochodzie coraz bardziej zdesperowana, bo bardzo nie lubię się spóźniać, a zegar pokazywał już pół godziny opóźnienia. Wtedy w radio zaczęła lecieć piosenka Maroon 5 ‘Move like Jagger’. Lubię jej rytm i podryguję sobie zawsze przy niej, więc żeby poprawić sobie nastrój, podśpiewywałam sobie i podrygiwałam za kierownicą dość intensywnie. Niestety, musiałam się ograniczyć tylko do głowy, rąk i tułowia, bo nogi były raczej w ograniczającej ruchy taneczne położeniu. I jakże tu nie wykonać słynnego wykopu Jaggera? W pewnym momencie zorientowałam się, że kierowca autobusu stojącego na pasie obok też jakoś dziwnie podryguje. Okazało się, że ze śmiechu. Moje taneczne wyczyny za kierownicą nie tylko mnie poprawiły humor.

         Na party dotarłam i zachwyciłam się wiktoriańskim domem Ness. Dowiedziałam się, ze ona kończyła kurs aranżacji wnętrz, a jej mąż jest budowniczym. Coś mi się wydaje, że kiedy uda nam się kupić dom, te kontakty mogą się okazać bardzo przydatne. Kiedy wszystkie uczestniczki party dotarły na miejsce, zaczęłyśmy sesje smarowania, nacierania, próbowania pod okiem konsultantki Amandy. Kosmetyki były wysokiej jakości, co szczególnie dla mnie, osoby o wrażliwej, o skłonnej do alergii skórze, miało duże znaczenie. Koleżanki popijały wino, ja przyjechałam swoim samochodem, więc nie mogłam pić alkoholu, ale jak to zwykle ze mną bywa, nie musiałam sobie dodawac promili, żeby się świetnie bawić. Zachęcone testami niektóre z nas zdecydowały się na zakup kosmetyków, a niektóre zarezerwowały sobiekolejne takie party w swoich domach, żeby móc pokazać kosmetyki swoim przyjaciółkom czy rodzinie.

          Na koniec tak zupełnie od niechcenia Ness włączyła konsolę Wii i zaczęłyśmy tańczyć do aplikacji Just Dance. I wpadłam jak śliwka w kompot! Do tej pory raczej nie byłam zwolenniczką gier na konsolach, siedzenia przed telewizorem i grania w tenisa, koszykówkę czy inne gry zręcznościowe z pilotem w ręku, zamiast na podwóku, na świeżym powietrzu. Czasami, kiedy odwiedzamy Asię, nasze córki grają na Wii z jej dziećmi i trzeba przyznać, że świetnie się bawią. Od dawna proszą nas o to, żeby kupić konsolę. Do niedawna mieliśmy wymówkę, że mamy stary telewizor, który nie jest kompatybilny z nowoczesnymi konsolami. Telewizor działa i nie planowaliśmy go zmieniać, ale odwiedził nas w Boże Narodzenie bardzo hojny święty Mikołaj i sprezentował nam nawy. Wprawdzie nie możemy konkurować z wielkimi ekranami, w których lubują się Anglicy, przekątna 42 cale, to absolutne minimum, ale nasz skromny w zupełności nam wystarczy. Jego zaletą jest oczywiście fakt, że podłączenie kosoli nie jest już problemem. Przeszkodą jest tylko cena konsoli. Może trzeba się uśmiechnąć do Zajączka Wielkanocnego? Na Świętego Walentego nie ma za bardzo co liczyć...

          I tak jak kiedyś na obozie sportowym zostałam królową karaoke, tak w piątek zostałam królową Just Dance. Wybrałam sobie piosenkę Outkasta Heyya i pobiłam rekord. Dziewczyny kibicowały mi oklaskami i stwierdziły, że jestem do tego stworzona. Halima, nauczycielka z klasy, w której będę w poniedziałek, uznała, że nigdy by mnie nie podejrzewała o taki potencjał. Trzeba przyznać, że świetnie się bawiłam i jestem dumna z siebie, że nie istniała między mną a angielskimi koleżankami żadna bariera językowa. Po prostu się przestawiłam i funkcjonowałam między nimi na równych prawach. Zaczynam już śnić po angielsku. Widocznie mój mózg przerabia dane z mojego życia zawodowego. Ciekawe, kiedy zacznę śnić po czesku, bo to język, którego używam w pracy najczęściej.

        Przyjęcia przyjęciami, ale czas było wracać do domu. Niczym Kopciuszek wyślizgnęłam się przed północą, dotarłam do domu w 10 minut, jadąc przez puste już drogi. Wszyscy już spali i ja położyłam się spać, pełna buzujących we mnie endorfn. Ta pozytywna energia bardzo mi się przydała, kiedy w sobotę musiałam stawić czoło sprzątaniu i segregowaniu różnych naszych skarbów. Czas również się zacząć pakować na nasz wyjazd w przyszły weekend. Wybieramy się na narty. Po 3 latach przerwy będzie to dla nas spore wyzwanie znowu stanąć na stoku, ale doświadczenie naszej zeszłorocznej rozgrzewki na sztucznym stoku w Swadlincote pokazuje, że wystarczy pół godziny i ciało przypomina sobie wyuczone ruchy. To trochę jak z jazdą na rowerze. Kiedy raz się nauczysz, wiesz, jak jeździć, kwestią jest praktyka, doskonalenie techniki  kondycja. Z tą może być u nas kiepsko, ale nie jedziemy na narty po to, żeby szaleć wyczynowo i krzywdę sobie zrobić, tylko żeby czerpać z tego przjemność. Marzy nam się słońce, śnieg i góry. Pozostaje nam więc wieczorami pakować się po kawałku. Pak na dachu już zamontowany!

          Wyposażyliśmy się również na drogę w zestaw przeciwko zasypianiu. Po moich opowieściach o tańczeniu w samochodzie w korku wpadliśmy z Piotrem na pomysł, że przydałby nam się taki zestaw chwytających za ucho hitów, które być może niekoniecznie zgadzają się z naszym gustem muzycznym, ale jedno jest pewne - nie pozwalają zasnąć w czasie jazdy. Jedząc wczoraj kolację, wpadliśmy w szał przeszukiwania You Tube w temacie hitów wszelakich, najlepiej takich dyskotekowych z lat 80’, które nie są żadną ambitną twórczością, ale każdy je pamięta i nuci. Potem Piotr przez dwie godziny zgrywał wersje MP3 i nagrał na płyty, które weźmiemy ze sobą. W ten sposób powstało dwupłytowe wydawnictwo ‘Głupie piosenki’. Kiedy dzisiaj przedstawiliśmy tę składankę publiczności w osobach Asi, jej dzieci i jej mamy, mieliśmy disco w kuchni na całego. Jednym słowem DJ Peter odniósł sukces! Jest nadzieja, że kiedy już kawa nam zbrzydnie, a energy drinki przejdą przez gardło, płyta z piosenkami od czapy uratuje nas w czasie jazdy.

           Jutro znowu trzeba iść do pracy, ale jeszcze tydzień i ferie...

niedziela, 10 lutego 2013, ewa.wolinska
Tagi: disco narty Wii spa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/02/14 22:59:05
WOW! Niesamowite ile mamy wspolnego....w ten sam piatek na drugim koncu swiata ja i moje kolezanki tez mialysmy party SPA (bez prezentacji produktow, ot, co kazda miala w lazience), kolejnego dnia, podobnie jak ty, "przelamalam" sie do Xboxa... i zagralam w tenisa z corcia....a w naszej kuchni wczoraj wieczorem tez brzmialo "disco" bo Amelka niechcacy odkryla jakis nowy przeboj Disco, "Ona Tanczy" i "katowala" go i nas przez 2 godziny.... pozdrawiam serdecznie. Ciesze sie, ze sie fajnie bawilas...powodzenia na nartach.
-
2013/02/14 23:05:24
Ciekawe, jak się to życie plecie, prawda? Kto by podejrzewał... Lubię takie sploty wydarzeń, koincydencje. Daj znać, kiedy znowu nam się coś splecie. Pozdrawiam ciepło!
-
2013/07/01 14:54:10
Ekstra