Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Wina i odpowiedzialność

         Długo to we mnie wzbierało. Jesienią sąd rejonowy ogłosił wyrok w sprawie odpowiedzialności za wypadek mojego taty. Wyrok, wyjątkowo łagodny dla pana J., sugerował, że mój tata ponosi część odpowiedzialności za to tragiczne w skutkach zdarzenie. Moja mama podjęła decyzję o apelacji, nie ona jedna. Apelację wniosła również prokuratura rejonowa oraz sam oskarżony. Teraz sprawę bada sąd okręgowy.

         To, co już przepracowalismy, przewałkowaliśmy przerobiliśmy na tysiąc możliwych sposobów, szukając w zakamarkach pamięci, wraca do nas jak bumerang. Po wypadku pan J. nie musiał się o nic martwić, cały czas nie był przesłuchiwany, bo zasłaniał się szokiem powypadkowym. Moją mamę policja chciała przesłuchać już następnego dnia, kiedy nie była w stanie myśleć o niczym innym, tylko ratowaniu życia swojego męża. To ona byla w szoku, my byliśmy w szoku. Pan J. miał czas, żeby przemyśleć sobie każdy szczegół tego zdarzenia, każdą sekundę i na każdą z tych chwil znaleźć  wytłumaczenie, wymówkę, korzystną dla siebie, usprawiedliwiająca interpretację faktów.

        My nie wiemy dokładnie, co się tam wtedy stało. Jest kilku świadków, którzy widzieli to zdarzenie z daleka. Są naoczni świadkowie z samochodu prawa jazdy, ale problem polega na tym, że instruktor prawa jazdy jest przyjacielem pna J. Wychowywali się raem, na tym samym podwórku. Jego zeznania nie miały żadnej wartości, bo mataczył każdym słowem. Doszło do tego, że nie pamięta nawet nazw ulic miasteczka, w którym żyje od dziecka i po którym jeździ, ucząc kursantów. Jest wreszcie mój tata, który niczego nie pamięta.

        Mimo iż staraliśmy się zachować zdrowy rozsądek, notować wszystko, żeby być przygotowanym, najważniejszą dla nas kwestią, wokół której toczyło się całe nasze życie tuż po wypadku, było zdrowie taty, jego stan, wizyty w szpitalu, codzienna walka o zachowanie go przy życiu. Ludzie ostrzegali nas, że musimy uważać, musimy być przygotowani do walki. Lekarze widzieli już wiele takich sytuacji, kiedy winę za wypadek kierowca próbował przerzucić na rowerzystę. Moja mama, kiedy pracowała jeszcze w szpitalu jako pielęniarka anestezjologiczna na oddziale intesywnej terapii, widziała niejedno. Widziała też kierowców, którzy byli sprawcami wypadku i zdawali sobie sparwę z własnej winy. Interesowali się losem, stanem zdrowia poszkodowanego, oferowali swoją pomoc. Zdawali sobie sprawę, że rodzina nie jest jeszcze gotowa na kontakty z nimi, próbowali więc przez personel szpitala dowiedzieć, się, co jest potrzebne, co mogą zrobić. Pan J. nigdy nie zainteresował się stanem mojego taty, nie interesowało go, czy tata przeżył, w jakim jest stanie. Wielokrotnie widział się z tatą w sądzie i nie zdobył się na zwykłe, ale jakże ważne słowo „przepraszam”. Adwokat moich rodziców rozwiał wszelkie złudzenia mojej mamy. Jego zawodowa intuicja od razu podpowiedziła mu, z kim ma do czynienia.

           I miał rację, każdy dzień w sądzie był męczarnią dla moich rodziców. Wystąpiliśmy o status oskarżyciela posiłkowego i miał prawo go dostać mój brat, ale sędzina uznała, że to mama powinna nim być, bo jest bliższą osobą dla taty. Sędzina wiedziała, że brat jest bardziej opanowany, studiował prawo i może sprawiać problemy. Mama, znerwicowana, przejęta, emocjonalna, da się zbić z pantałyku, będzie można ją łatwo wytrącić z równowagi. Teoretycznie sąd powinien być niezależny, niezawisły, bezstronny, prawo powinno stać po stronie słabszego, ale od początku moja mama miała  wrażenie, że to jest gra do jednej bramki. Sędzina zachowywała się jak adwokat oskarżonego. On nie musiał się martwić podchwytliwymi pytaniami, przerywaniem, odwracaniem kota ogonem. To wszystko było wymierzone w zeznania mojej mamy, brata, taty. Każdy świadek, który zeznawał na naszą korzyść był maglowany tak długo, by jego zeznania można było poddać w wątpliwość lub podważyć jego wiarygodność. Świadkowie obrony spokojnie przechodzili tę procedurę.

          Przez cały czas trwania sprawy moja mama ma poczucie, że za wszelką cenę ktoś stara się udowodnić, że to  tata ponosi winę za błąd pana J., że to mój tata jest oskarżony w tej sprawie, a nie kierowca, który mało go nie rozjechał na jezdni. Nie możemy sobie darować, że nie wystapiliśmy z wnioskiem o nagrywanie posiedzeń sądu, ponieważ wówczas mielibyśmy jasne dowody na stronniczość sądu, szczególnie w czasie ogłoszenia wyroku. Porównanie tego, co sędzina zawarła w pisemnym uzasadnieniu wyroku, kiedy wiedziała, że może to stanowić dowód, nie ma się nijak do tego, co mówiła w czasie uzasadnienia wyroku na sali sądowej. W oczywisty sposób stanęła wówczas po stronie sprawcy wypadku, poniżając mojego tatę, naśmiewając się wręcz z naszego pełnomocnika, szydząc z moich rodziców. Na szczęście o 1 stycznia wszedł w życie przepis o rejestrowaniu wszystkich posiedzeń sądów na każdym szczeblu hierarchii sądowniczej.

          Sama od lat jestem kierowcą, przejechałam już w swoim życiu wiele tysięcy kilometrów, ale nigdy nie mam 100% pewności i zaufania do swoich umiejętności, jak i do tych, którzy jadą obok mnie. Kiedy widzę na drodze rowerzystę, zawsze zwalniam i omijam go najbezpieczniej, jak się da. Jeśli z naprzeciwka ciągnie się sznur samochodów, cierpliwie czekam, chociaż w Anglii ludzie zazwyczaj się kulturalnie przepuszczają. Wiem jedno – ten, kto jedzie z tyłu, ma większą widoczność, czas na reakcję. Kierowca powinien utrzymywać właściwy dystans, by móc zahamować. Jeśli sam ignoruje te zasady bezpieczeństwa, przepisy, a przede wszystkim zdrowy rozsądek i wyłącza myślenie, musi ponieść tego konsekwencje. Mój tata, jadąc na rowerze, nie miał oczu z tyłu głowy, nie miał czasu na reakcję, nie miał szans zareagować na samochód, który jechał z prędkością ponad 50km/h. Siła uderzenia była tak duża, że odrzuciła wysoko do góry tak, że uderzył głową o znak drogowy.

          Wypadek mojego taty, ten dzień, kiedy pan J., ignorujący kompletnie przepisy ruchu drogowego, łamiący kilka przepisów na raz, potrącił mojego tatę, zaważył na życiu i zdrowiu nie tylko taty, ale całej naszej rodziny. Wypadek przekreślił plany i nadzieje moich rodziców, którzy byli jeszcze młodymi ludźmi, samowystarczalnymi, silnymi, dawali sobie radę. Mojemu tacie odebrał zdrowie, sprawność, odebrał wspomnienia. Mojej mamie odebrał przyjaciela, opiekuna, partnera, w którym miała pomoc i wsparcie. Teraz musi dawać sobie ze wszystkim radę sama, bo tata nie jest zdolny do samodzielnej egzystencji. Cała nasza rodzina na tym ucierpiała, ale nie zrozumie tego ten, kogo osobiście nie dotknęła taka tragedia.

           Na szczęście udało nam się stawić czoła temu, co się wydarzyło, co przyniósł los, ale za te wydarzenia ktoś ponosi odpowiedzialność i jest nim pan J. Nie zależy mi na tym, żeby sąd apelacyjny zwiększył mu wymiar kary, zależy mi jedynie, by on i tylko on został uznany winnym wypadku.

sobota, 02 lutego 2013, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/02/03 09:36:54
Ewo, to bardzo przykra historia. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić sprawę do końca, a Tato będzie się miał lepiej (choć jak piszesz, uszczerbek na zdrowiu jest trwały).

Dlatego z lekkim przerażniem czytam (co prawda pobieżnie) te dyskusje o radarach w Polsce, o karach za przekroczenie szybkości itd. Polacy są w większości beznadziejnym kierowcami i na dodatek nie chcą dać się 'utemperować'. Tutaj, jak mój maż przekroczył prędkość o 3,5 mili (a ograniczenie było i tak do 30 mil czyli w sumie jechał 53 km/godz.) to musiał przejść przez całodzienne szkolenie, gdzie oglądali szereg filmów z wypadków - wiele z nich śmiertelnych, już po przekroczeniu prędkości pow. 40 km/godz.
Mój mąż jest generalnie bardzo ostrożnym kierowcą, ale te filmy dały mu wiele do myślenia i teraz uważa jeszcze bardziej (i to nie ze względu na strach przed mandatem - które są wysokie, ale uważam, że to jest akurat dobre).
-
2013/02/03 09:53:00
Bardzo bardzo przykre... Brak mi słów, by jakoś tę historię skomentować. Dużo siły Wam życzę.
-
2013/02/03 09:54:53
A jeszcze odnośnie komentarza Fidrygauki: ja jestem również zszokowana dyskusją o fotoradarach. Bo dyskusja rozpętała się o wyciąganie pieniędzy z kieszeni obywateli. Nagle zapomniano o koszmarnych statystykach dotyczących wypadków drogowych w Polsce.
-
2013/02/03 22:01:24
Podzielam Wasze zdanie w sprawie fotoradarów. W Polsce kierowcy ograniczenia mają za nic, w Anglii jak masz 30 mil na godzinę, to jest 30, jak jest 70 na autostardzie, to wszyscy grzecznie jadą 70, mimo iż przed nimi pusta czteropasmowa droga. Tylko czasami pojawia się jakiś Szybki Bill. Dlatego przeraża mnie ta pobłażliwość dla łamiących ograniczenia prędkości ludzi, którzy myślą tylko o mandatach, a nie o bezpieczeństwie innych na drodze. Zapominają, że nie ryzykują tylko własnego życia, ale i wielu innych w tym pieszych i rowerzystów, których blacha nie ochroni.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wsparcie
-
2013/02/05 15:38:41
zwróć uwagę na rejestrację tego szybkiego billa, dam głowę że polska i to jeszcze warszawska, pojeździliśmy trochę po Europie i niestety takie mamy główne spostrzeżenie :( pozdrawiam i trzymam kciuki, tak długo jak się da
-
2013/02/06 00:16:19
Ojej, to naprawde smutna historia. Zycze z calego serca tacie powrotu do zdrowia. Nawet nie wiesz jak temat ten mi jest bliski...moj tato zginal w wypadku samochodowym...pierwsze slowa jakie powiedziala do nas p. prokurator to "ze wina jest zawsze tego co nie zyje, bo po co temu co zyje to zycie psuc"...
Juz dawno powtarzam, ze polski wymiar sprawiedliwosci potrzebuje glebokiego przekopania i gruntownej reformy. Wiem, ze bez sensu jest porownywanie go z systemem Amerykanskim czy Brytyjskim, ale chyba czegos moglibysmy sie od nich nauczyc. Sama rola sedziego na posiedzeniach, odczytywanie i kwestionowanie zeznan swiadkow po kilku latach i temu podobne mija sie dla mnie z celem. Pisalam kiedys sporo o tym na moim blogu...juz 5-6 lat temu mowilam, ze przydaloby sie nagrywanie/stenotypia zeznan swiadkow a nie "pani Zosia cos tam skrobie w protokole"... ach dlugo by gadac... temat rzeka. Trzymam kciuki za apelacje.
-
2013/02/06 14:43:35
Zycze powodzenia i trzymam kciuki za apelacje, chociaz...nie mam zbyt wielkiej wiary w sprawiedliwosc i skutecznosc polskiego sadownictwa. Smutne to.
Masa najlepszych fluidow dla Twojego Taty, oby nie tracil ducha!! Pozdrawiam :)
-
2013/02/06 17:33:21
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, trzymajcie kciuki! Wierzę, że te pozytywne fluidy wreszcie zwyciężą i przełamiemy złą wolę ludzi unikających odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. Pozdrawiam najserdeczniej E
-
2014/07/08 23:16:46
Moim zdaniem każdy kierowca powinien ukończyć szkolenie bezpiecznej jazdy. Kierowcy często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia na drodze, a kursy bezpiecznej jazdy uświadamiają uczą kierowców odpowiednich zachowań. Potwierdzi to każdy dobry instruktor techniki jazdy