Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Marketing

          Całkiem niedawno temu w naszej wiosce zamieszkał Wynalazca. Gdy wieczorami ludzie zasiadali na progach swoich domów, by odpocząć i pogadać z sąsiadami, on szedł do obory i coś konstruował. Zdobył skądeś jakieś kawałki żelastwa. Wyginał, ciął, kombinował. Ludzie początkowo traktowali go jak niespełna rozumu, potem się przyzwyczaili. W stodole Wynalazcy długo w nocy świeciły się świece i słychać było, jak pracuje.

          Któregoś wiosennego dnia, gdy przyszła pora na oranie pól, wyciągnął ze stodoły swoją maszynę. W naszej wsi był zwyczaj dzielenia się wszystkim. Na dziesięć chałup mieliśmy dwa konie, które pracowały dla każdego po trochę. Wynalazca poszedł do właściciela silniejszego z koni i obiecał zaorać mu całe pole w zamian za prawo do używania konia tego dnia. Ludzie podnosili głowy znad pielonych grządek, wstawali z kolan, gdy Wynalazca przywiązywał swoją maszynę do końskiego jarzma. A potem ruszył. Ludzie przerwali pracę i patrzyli. Kilku niedowiarków ruszyło w ślad maszyny by obejrzeć ziemię po jej przejściu. Kiedy Wynalazca doszedł do końca pola, ludzie bili mu brawo.

           Od tego dnia praca w polu stała się dużo lżejsza. Wynalazca nauczył nas wszystkich obsługiwać jego maszynę, a my mogliśmy używać jej, ile chcieliśmy, w zamian za kilka worków pszenicy na jesieni i trochę ciepłego mleka przy niedzieli.

           Wynalazca bynajmniej nie przerwał pracy. Mając już nasze zrozumienie, poparcie, a często i podziw, pracował jeszcze więcej. Co kilka miesięcy przedstawiał nam swoje kolejne wynalazki. Po kilku latach zdaliśmy sobie sprawę, że życie w wiosce zmieniło się nie do poznania. Wspaniałe maszyny Wynalazcy sprawiły, że mieliśmy więcej wolnego czasu, że nie byliśmy już tak straszliwie zmęczeni wieczorami, że nasza ziemia dawała więcej plonów, które sprzedawaliśmy w mieście na targu. Za zarobione pieniądze, nasze kobiety kupowały przepiękne stroje w mieście, a nasi mężczyźni sciągali coraz piękniejsze sprzęty i meble do domów. Kilku z nadmiaru wolnego czasu zaczęło częściej zaglądać do gospody i później wracać do domu, ale w końcu taka jest cena postępu.

           Po kilku latach, do naszej wioski przyjechał Nowy. Odstawał od nas wszystkich. Nosił eleganckie ubrania, silnie kontrastujące z naszymi zgrzebnymi koszulami. Mówił z takim śmiesznym akcentem. Powiedział, że sława naszego Wynalazcy dotarła do miasta i on postanowił zadbać o rozwój talnetów Wynalazcy. Wbrew zwyczajom, nie poszedł do lasu by sciąć drzewo i postawić dom. Zebrał chłopaków na placu przy studni i powiedział, że im dobrze zapłaci jeśli oni postawią dom za niego.

           A potem przez wiele wieczorów, długo rozmawiał z Wynalazcą.

           Od tamtego czasu, Wynalazca zażądał, byśmy mu płacili ustaloną cenę za używanie jego maszyn. Ludzie kręcili nosami, niektórzy mówili, że wolą wrócić do ręcznego obrabiania pól, ale ostatecznie wszyscy zgodzili się na nowe rozwiązanie. Nie chcieliśmy wracać do dawnego, ciężkiego życia. W końcu i tak dawaliśmy Wynalazcy pszenicę i mleko, więc co za różnica, czy będziemy mu dawać pieniądze zamiast towarów?

           Wkrótce jednak okazało się, że Wynalazca żąda różnych cen za różne maszyny. W sumie, miało to sens. Nad jednymi pracował kilka dni, a nad innymi całe miesiące. Ułatwił nam życie, należy mu się.

          Cieszyliśmy się, że Wynalazca nie zaprzestawał pracy. On dalej wymyślał i udoskonalał swoje maszyny. Były coraz lepsze i coraz mądrzejsze. Coraz bardziej skomplikowane i coraz doskonalsze. Nie podobało nam się, że tak dużo czasu spędzał z Nowym, ale gdy człowiek siadał wieczorem na ławce w ogrodzie i miał czas pogadać z dziećmi, miał czas zająć się nauką czytania i pisania, rozumieliśmy, jak wiele zawdzięczamy Wynalazcy.

            Pewnego dnia Wynalazca przedstawił nam maszynę Premium. Kilkoro ciekawskich zauważyło złośliwie, że to ta sama maszyna, którą pokazał nam rok temu, tylko ma dokręcone kilka ozdóbek, oraz jest pomalowana na biało. Ziemię obrabia przecież tak samo. Nowy wysunął się jednak przed tłum i zaczął zachwalać maszynę. Przekonał nas. Zrozumieliśmy, że dzięki nowym uchwytom maszyna jest wygodniejsza w użyciu. No i kto by nie chciał mieć białej, czystej maszyny, podczas gdy w sąsiedniej wiosce mają taką samą, tylko czarną. Trochę nas zaskoczył, gdy powiedział, że cena tej maszyny będzie wyższa, niż poprzedniego modelu. Ale zgodziliśmy się. W końcu kto by nie chciał pochwalić się maszyną Premium.

            Minęło kilka miesięcy i Nowy znów nas zwołał na prezentację kolejnego wynalazku. Tym razem Wynalazca mówił znacznie mniej. Nowy natomiast mówił i mówił. A potem zgrabnym ruchem ściągnął płótno przykrywające dotąd maszynę Prestige. I znów kilkoro czepialskich zauważyło, że to nadal ta sama maszyna, tylko ma domalowane gwiazdki. A przecież w obróbce ziemi to nie ma znaczenia. Nowy opowiadał nam o ambicjach, celach i marzeniach. O wielkich dokonaniach, o wspaniałej przyszłości, jakoś tak miękko się na sercach robiło, gdy mówił. Byliśmy przygotowani na cenę wyższą od maszyny Premium, ale chyba nikt nie był przygotowany na cenę tak strasznie wysoką. A jednak Nowy przekonał nas. To uczucie, gdy kroczyło się polem za piękną, błyszczącą maszyną, ze świadomością, że w sąsiedniej wsi mają dopiero model Premium, było warte wyrzeczenia się tych kilku kiecek.

            Minął jakiś czas. Mieliśmy wrażenie, że Wynalazca robi się coraz bardziej zamknięty w sobie, ale Nowy mówił, że on po prostu jeszcze więcej pracuje. Przyzwyczailiśmy się już do nowego modelu maszyny, który pojawiał się co roku. Coraz piękniejszy i coraz wspanialszy. I coraz droższy oczywiście. Niektórzy narzekali, że maszyna pracuje coraz gorzej, że stare modele z czasów, kiedy o Nowym jeszcze nikt nie słyszał, pracują o wiele wydajniej. Narzekaliśmy czasami, że nasze piękne kolorowe maszyny się psują. Ale Wynalazca zawsze je naprawiał. Do czasu, kiedy któregoś wieczora Nowy ogłosił, że będzie pobierał opłatę za każdą naprawę. Bo przecież naprawy odciągają Wynalazcę od pracy, a to znaczy, że kolejny model maszyny zajmie więcej czasu do wyprodukowania, a więc Wynalazca dłużej musi pozostać bez środków do życia. Więc płaciliśmy za naprawy. Dziwiło nas trochę, że dokręcenie śrubki w wersji Super Premium Plus jest droższe od tak samo w sumie wyglądającej śrubki w modelu Standard. Ale rozumieliśmy, że to jest droga postępu. O tym często mówił Nowy.

               A potem Nowy wymyślił kontrakty serwisowe. Ludzie długo nie mogli zrozumieć, o czym mówi. Tłumaczył, że zamiast płacić za każdą naprawę, będziemy po prostu co tydzień płacili jakąś niewielką kwotę, a w zamian za to Wynalazca będzie wszystko naprawiał za darmo. W końcu nas przekonał. Miało sens. Zamiast wydawać nie wiadomo ile, jak się maszyna zepsuje, drobna kwota co tydzień dawała poczucie bezpieczeństwa. Nowy dużo mówił o bezpieczeństwie. Problem się zrobił, kiedy Wynalazca naprawił maszynę na polu drwala, a Nowy powiedział, że przecież kontrakt serwisowy obejmuje jedynie standardowe naprawy, a tutaj mamy do czynienia z nadwyczajną usługą, bo przecież maszyna zepsuła się na skutek nieuwagi drwala. Drwal się awanturował, ale Nowy nam wytłumaczył, że jeśli poprzemy drwala, to przecież wszyscy będziemy musieli więcej płacić za kontrakt serwisowy, żeby pokryć koszty usługi wykonanej dla drwala. Długo to dyskutowaliśmy, bo nie każdy rozumiał te wszystkie skomplikowane słowa. W końcu się zgodziliśmy i drwal nie miał wyjścia.

               Coraz częściej się zdarza, że Nowy oświadcza, że takiej naprawy kontrakt serwisowy nie obejmuje i trzeba za nią płacić dodatkowo. Wynalazcy od dawna nikt nie widział. Wynajął jakichś chłopaków z miasta, którzy naprawiają maszyny za niego. Jakoś nie zawsze im to dobrze wychodzi. Ludzie mówią, że Wynalazca wyjechał. Nowy mówi, że Wynalazca pracuje całymi dniami, ale ludzie mu coraz mniej wierzą. Nowy obiecał premierę kolejnego modelu maszyny – Super Prestige Intergalactic Plus. Ktoś widział, jak malował starą maszynę na czerwono.

               Kilka dni temu sąsiedzi z końca ulicy przestali płacić za prawo do używania maszyny. Przestali płacić kontrakt serwisowy. Nie chcą już więcej używać tych wszystkich wynalazków. Zaczęli przekopywać ziemię własnymi rękoma. Dzisiaj zapukał do ich drzwi jakiś dziwny facet w czarnym garniturze i powiedział, że przejmuje ich dom za długi wobec firmy założonej przez Nowego.

sobota, 01 marca 2014, ewa.wolinska
Tagi: marketing

Polecane wpisy

  • Kask na podłodze

    Spotkałem go już kilka razy. W sumie, powinienem się już przyzwyczaić. A jednak za każdym razem zwalniam krok na jego widok. Zresztą nie tylko ja. Gnający przed

  • Sekundy

    Zastanawialiście się zapewne wiele razy nad tym, jak pojedyncze, krótkie chwile, nieprzewidziane wypadki wpływają na całe nasze życie. Jak wydarzenia, które mia

  • Nocna rozmowa z kawałkiem blachy

    Latem 1997 roku Polskę nawiedziły potężne ulewy. To właśnie wtedy zalało Wrocław. To właśnie wtedy gigantyczna fala powodziowa zatopiła ogromne obszary południo

  • to słucham

    Środa po Świętach była dniem roboczym dość leniwym, takim rozbiegowym trochę, nawet mało kto dzwonił, a jeśli nawet to ludzie z poważnymi sprawami. Czwartek z k

  • Jestem happy

    Środa, 16 sierpnia Postanowiłem działać w zakresie marketingu internetowego, o którym nie mam bladego, zielonego ani żadnego innego koloru, pojęcia. Zamieściłem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: woliński senior, *.satfilm.net.pl
2014/03/02 20:02:04
Jakże praktyczne są pożytki z wkroczenia postępu do waszej wioski,w tym marketingu i inżynierii finansowej, w szczególności w zakresie szacowania ryzyka !