Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Kolejna półka na książki

         Każdy, kto mnie choć trochę zna, wie, że najlepszym dla mnie prezentem aż do znudzenia z każdej okazji są (prócz akcesoriów fotograficznych, no i może biletu na koncert Męskiego Grania) książki. Książki w każdej ilości + jakiś karnet na swobodny czas na ich czytanie. Uzależnienie od nich opisywałam wielokrotnie. Każdy też, kto był w naszym domu, po wizji lokalnej wie, że książki są w prawie każdym pomieszczeniu. Ciągle ich przybywa, bo na co jak na co, ale na książki sobie nie żałujemy. Możemu odmówić naszym dzieciom gier komputerowych, możemy odmówić słodyczy, ale kiedy proszą o książki, nie odmawiamy. To byłaby z naszej strony hipokryzja, skoro samych siebie z trudem utrzymujemy w ryzach po wejściu do zarówno polskiej jak i angielskiej księgarni. Zbliżają się moje urodziny i to w dodatku czterdzieste, potem zaraz święta... Pozostaje pytanie, gdzie to wszystko trzymać. Półek wiszących zamontować się w naszym domu nie da, bo ma wewnątrz drewnianą konstrukcję i ściany mogą nie zdzierżyć dociążania ich słowem pisanym. Pozostają więc regały stojące. Książki stoją już w dwóch rzędach na istniejących półkach, tam gdzie się mieszczą.  Małżonek mój Piotr skonstruował nawet samodzielnie jeden regał specjalnie na potrzeby naszego zbioru National Geographic, i może regał na książki by zbudował, ale postanowiliśmy kupić sobie coś innego.

          Uwielbiamy chodzić na targi staroci. W naszej okolicy często odbywają się targi pod gołym niebem i pod dachem, czasami sprzedają więcej mebli, czasami tylko bibeloty i biżuterię. My na przykład lubujemy się w talerzach ze dawnych fabryk fajansu i porcelany. Kiedy wytłuczemy jakieś, kupujemy sobie na targu staroci różne, czasami komplet, czasami kilka sztuk. Opowiadałam już kiedyś historię naszych talerzyków kupionych na Kole, w Warszawie, które wywróżyły nam przeprowadzkę do Derby. Mieliśmy ich 12, zostały nam 2 i są odłożone na pamiątkę, a teraz używamy takich, co nam już nie szkoda. Wytłukliśmy już dawno nasze studenckie zapasy, wiano i warszawskie talerze, więc czasami mamy na naszym codziennym stole fajne połączenia kujawskiego i derbiańskiego fajansu. Wspólnota ceramiczna.

        Targi staroci cieszą się wsród Anglików wielkim zainteresowaniem. Nigdy nie wiadomo, na jakie skarby można tam natrafić. Nigdy też nie wiadomo, co możesz znaleźć na własnym strychu i ile to jest warte. Dlatego ludzie myszkują w swoich domach za starociami, rodzinnymi pamiątkami i czasami z ciekawości, niekoniecznie dla potrzeby spieniężenia ich, udają się do znawcy tematu, żeby je wycenił. W angielskiej telewizji jest kilka programów dotyczących wyceny staroci, wystawiania ich na aukcję oraz objazdowego targ i aukcja staroci. Jednym z nich jest Antique Roadshow i kiedy w zeszłym roku w 37. edycji programu zawitali oni do Derby, ustawiały się do nich kolejki fanów, każdy z jakimś mniejszym lub większym drobiazgiem do wycenienia. Niektórzy się zawiedli, że ważne dla nich przedmioty mają raczej wartość sentymentalną niż nabywczą, ale było też kilka niespodzianek.

        My nie jesteśmy znawcami. Raczej sympatykami. Mamy kilka staroci, raczej pamiątek rodzinnych, które darzymy sentymentem. Może kiedyś dla naszcyh wnuków będą miały jakąś wartość, a może postanowią się pozbyć starych rupieci po dziadkach. Tymczasem nam przyszło do głowy, że po remoncie naszego domu postawimy sobie w pustym miejscu w przedpokoju witrynę na ksiązki. Nowe, porządne, drewniane meble są w Anglii bardzo drogie, dlatego nic dziwnego, że wiele osób kupuje meble w Ikei. Długo szukaliśmy czegoś, co spełniłoby nasze wyimaginowane wyobrażenie o tym meblu i nie mogliśmy znaleźć takiego, który również mieścił się w naszej wyimaginowanej i znośnej dla naszej kieszeni cenie. Jeździliśmy na targi staroci do Kedleston kilka razy i nic nas do siebie nie przekonało. Odwiedziliśmy nawet Mekkę antyków – sklepy w pobliskim Asbourne, ale tam próg cenowy nas skutecznie zniechęcił. Któregoś razu w drodze powrotnej z Chatsworth, kiedy  odebraliśmy dziewczynki z obozu skautowego i jak zwykle wracaliśmy przez Matlock, kątem oka zwróciliśmy uwagę na sklepy ze starymi meblami. Postanowiliśmy, że po powrocie z wakacji przyjrzymy im się bliżej.

          Czekałam na ten weekend, pierwszy weekend po powrocie do pracy, kiedy znowu dostałam się w wir obowiązków. Kalendarz obwieszczał wszem i wobec, że mamy sobotę, 12 września. 12 września, i to wypadający w sobotę. Te 17 lat minęło bardzo szybko, zauważalnie, ale nieubłaganie. Kiedy mi się wydaje, że to tak niewiele, patrzę na nasze dzieci i widzę upływ czasu. Ślubny garnitur Piotra nadal wisi w szafie i na przekór wszystkiemu mój mąż się w niego mieści. Ja nie próbuję nawet próbować czynić tego z moją suknią ślubną. Wisi w szafie w Opocznie i czeka. Może ktoś się skusi. 17 lat, kto by pomyślał. Nie planowaliśmy żadnego hucznego świętowania, w urządzaniu imprezy wyręczyła nas przyjaciółka, która zorganizowała tego wieczora spóźnione obchody swoich 40. urodzin i mieliśmy wesoły wieczór w gronie mniej lub bardziej znajomych nam osób. A w prezencie kupiliśmy sobie kolejną półkę na książki ze sklepu ze starociami. Weszliśmy do pierwszego na naszym szlaku sklepu i była tam, stała nieśmiało wciśnięta między dwa inne meble. Już czuliśmy, że to może być ta, ale dla pewności i z poczucia zdrowego rozsądku, potrzeby porównania, obeszliśmy jeszcze inne sklepy. Nie było innej takiej, wróciliśmy do początku, do pierwszego sklepu.

        Jest trochę poobijana, ma w końcu swoje lata, pachnie drewnem, kurzem i starymi książkami. Może stała u kogoś w bibliotece albo na parafii starego proboszcza, wypełniona nieużywanymi przez nikogo już łacińskimi modlitewnikami. W szufladzie znaleźliśmy pożółkłe gazety z 1979 roku, tuż przed wyborem Margaret Thatcher na premier Wielkiej Brytanii. Tak jak książki żyją czytane na nowo, tak meble żyją używane przez nowych ludzi. Może ktoś się z tym rozstał, bo nie był mu już potrzebny, albo sprzedał go, bo już nie mieścił się w domu. Może ktoś urządzał dom w nowoczesnym stylu, do którego stara witryna nie pasowała. U nas znajdzie zaciszny kąt, ze swoimi wspomnieniami. Mam nadzieję, że nie zagnieździł się w niej żaden duch przodka, który będzie nas straszył po nocach. Postaramy się tchnąć w niego nowego ducha, z naszym własnym zestawem lektur.

poniedziałek, 14 września 2015, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2019/04/09 16:29:40
No tak. Dobre książki nie są złe i nigdy ich też za mało :) Poza tym na książki trzeba mieć tez półki, albo i nawet całe regały. Warto jest też czasem - tworząc półkę na książki - poinspirować się rozwiązaniami z magazynów takie jak na przykład to: nedcon.pl/produkty/regaly-polkowe/ , które to rozwiązania pozwolą na zaoszczędzenie miejsca i czasu. Czasu i miejsca niezwykle cennego jeśli idzie o czytanie książek :D