Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Brexit

           Jak każdego czwartku jechałam dzisiaj do jednej ze szkół średnich, którą wspieram w ramach swoich obowiązków w pracy. Wydawałoby się czwartek, jak każdy inny, mały korek przy włączaniu się na trasę szybkiego ruchu, potem na rondzie w centrum, ale generalnie dojechałam do pracy bez większych problemów. Czwartek jak czwartek, ale nie dziś. Na trasie szybkiego ruchu na każdym moście transparenty  „Vote leave”, przy rondzie na światłach mężczyźni z tablicami z takim samym hasłem. To nie jest zwykły czwartek, dzisiaj odbywa się najważniejsze referendum ostatnich dziesięcioleci, które ma zadecydować, czy Zjednoczone Królestwo zostanie w Unii Europejskiej, czy ją opuści. Brytyjczycy decydują dziś o przyszłości swoich dzieci, wnuków i prawnuków.

            Nauczycielka wiedzy o społeczeństwie w tym gimnazjum, w którym byłam dziś, postanowiła użyć tematu Brexitu do ćwiczenia dyskursu i debaty. Podzieliła więc klasę na dwie części i bez względu na osobiste poglądy 13-letnich uczniów dała im dwie opcje – kampanię na rzecz pozostania w Unii i kampanię na rzecz odłączenia się Zjednoczonego Królestwa od Unii Europejskiej. Dostarczyła im materiały, pokazała wiadomości, ale okazało się, że ci młodzi ludzie nie są w ogóle zainteresowani tym, co się dzieje wokół nich, od czego zależy przyszłość ich ojczyzny i tego, w jakich okolicznościach i warunkach przyjdzie im kiedyś żyć. Nie wiedzieli, które partie polityczne popierają wyjście z Unii, jakie ważne osobistości życia publicznego opowiadają się za pozostaniem w europejskiej wspólnocie, a które wręcz przeciwnie. Jeśli większość z nich zapytać o fakty z życia ich ulubionych celebrytów i piłkarzy, wiedzą wszystko na wyrywki, ale sprawy polityki są im zupełnie obce.

             Przygotowywanie się do debaty też niestety szło im jak po grudzie. W sytuacji kiedy na większości lekcji doskonalą umiejętność copy-paste, kreatywne podejście do dyskusji, research i znalezienie odpowiednich argumentów było dla nich prawdziwym wyzwaniem. Większość argumentów opierała się na stereotypach, plotkach, niepotwierdzonych informacjach. Niektórzy znaleźli się we właściwej grupie, zgodnej z ich osobistymi poglądami lub poglądami, które są lansowane w ich domach. Padły zarzuty pod adresem braku kontroli napływu imigrantów, wykorzystywania przez imigrantów z innych krajów Unii systemu zasiłków społecznych. Odezwał się stereotyp imigranta, który przyjeżdża po zasiłki, a nie do pracy i tylko żeruje na brytyjskim państwie, a tym samym na kieszeniach podatników. Pytanie tylko, ilu Anglików robi dokładnie to samo? Na wyobraźnię tych młodych ludzi na pewno działają wielkie liczby jak chociażby to, że Wielka Brytania płaci tygodniowo 350 milionów funtów składki do budżetu unijnego. Oznacza to 50 milionów dziennie. Jednak informacje o wielkości subsydiów, z którymi te pieniądze wracają chociażby do brytyjskich farmerów, już pominęli w swoich poszukiwaniach czy argumentach. Jedni obawiali się utrudnień w  podróżowaniu i studiowaniu poza granicami UK, kiedy opuści ono Unię, inni zastanawiali się nad opieką zdrowotną, ale większość z nich powielała opinie swoich opiekunów i rodziców zasłyszane w domu, jeżeli w ogóle u nich w domu rozmawia się na te tematy.

             Zastanawiająca była postawa dziewcząt pochodzenia hinduskiego i pakistańskiego. Były jak najbardziej za opcją wyjścia z Unii i popierały swoją opinię argumentem, że imigranci przyjeżdżają do Anglii tylko po zasiłki, ale nie do pracy, nie uczą się języka angielskiego, oczekują specjalnego traktowania. Nauczycielka przypomniała im wówczas, że społeczność hinduska w Wielkiej Brytanii, czy przybysze z Pakistanu przechodzili przed 20-30 laty przez dokładnie ten sam proces, co obecni imigranci z krajów Europy Środkowej czy Wschodniej. Przyjeżdżali do Wielkiej Brytanii z nadzieją na pracę, możliwość dostępu do lepszej edukacji dla swoich dzieci, nadzieją na lepszą przyszłość dla swoich rodzin. Część z nich nawet po tych 20-30 latach nadal tkwi zamknięta w swoich małych społecznościach, nie zamierza się asymilować. Starsze pokolenie już nie zdążyło nauczyć się angielskiego, zdarzają się rodziny, gdzie od 3 pokoleń wszyscy żyją z zasiłków i nie zawracają sobie głowy pracą. Zważywszy na to, że mają za sobą takie doświadczenia, ich uprzedzenia i niechęć do nowo napływających do Wielkiej Brytanii przybyszy ze Słowacji, Rumunii czy Polski bywa czasami zadziwiająca.

              Sam nauczycielka prowadząca tę młodzieżową debatę o Brexicie, była zaniepokojona tym, jakie negatywne postawy i jakie podziały wśród brytyjskiego społeczeństwa utworzyło referendum i głosowanie. Przyznała, że w jej własnej rodzinie część starszego pokolenia jest za wyjściem z Unii, odzyskaniem niezależności, jeśli nie niepodległości nawet. Ona sama jest przerażona tym, co może się stać, jeśli Wielka Brytania opuści Unię i boi się, w jakim świecie przyjdzie żyć jej 4-letniej córeczce. Boi się izolacji, nacjonalizmu, braku tolerancji. Niestety, w coraz większej ilości krajów w Europie takie postawy dochodzą do głosu. Sama wspominała swoje podróże po Europie, kiedy czuła się wolna, przekraczając niepostrzeżenie granice kolejnych krajów i była zachwycona Chorwacją, Słowacją, Czechami. Boi się kroku w nieznane, nie wie, jakie przepisy wejdą w życie po opuszczeniu Unii i co czeka ją i jej dziecko w tej sytuacji.

              Warsztaty z uczniami się skończyły, a ja pojechałam do biura. Po drodze wpadłam na chwilę do sklepu zrobić zakupy w czasie swojej przerwy na lunch. A że sklep znajduje się praktycznie w centrum dzielnicy międzynarodowej, gdzie mieszka większość rodzin, którym pomagamy, nie sposób jest się nie natknąć na kogoś znajomego. W drzwiach marketu Lidl spotkałam pana Krisztę, Słowaka, którego córeczce pomagałam w szkole kilka lat temu. Minęliśmy się z pozdrowieniem 'dobry den' na ustach, ale pan Kriszta odwrócił się i zapytał – Pani Ewo, a co Pani myśli? Za tydzień będą nas stąd wyrzucać? Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Nie wiem, jakie będą wyniki głosowania, nie mam przeczucia, nie umiem wróżyć z fusów. Sondaże w ostatnim tygodniu ciągle wahały się z jednej opcji na drugą, nie dając żadnej z nich znaczącej przewagi. Szkocja chciałaby zostać, ale co z Walią, Anglią, i Północną Irlandią? Większość Anglików w naszej okolicy żyje w złudnym przekonaniu, że dzień po głosowaniu, jeśli większość opowie się za wyjściem z Unii Europejskiej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikną ich wszystkie problemy, które ich zdaniem członkostwo w Unii wnosi w ich życie. Co więcej, wydaje im się, że pozbędą się wszystkich zobowiązań, ale będą nadal cieszyć się wszystkimi przywilejami.

              Powiedziałam panu Kriszcie, co powtarzam każdemu zaniepokojonemu pytającemu mnie o zdanie. Nie panikujmy, zobaczymy jutro rano, jakie będą wyniki i jakie kroki prawne podejmie rząd Zjednoczonego Królestwa. Jak długo będzie trwał okres przejściowy i co będzie wymagane od rezydentów – obywateli krajów Unii Europejskiej, mieszkających na stale w Wielkiej Brytanii. Może będziemy musieli wyrabiać sobie wizy, może trzeba będzie przyjąć obywatelstwo. Nie widzę powodu, dla którego ludzie, którzy od lat uczciwie tutaj pracują, posyłają swoje dzieci do szkoły, płacą podatki, mówią dość dobrze po angielsku, nie wchodzą w konflikt z prawem i swoją pracą i płaceniem kredytów hipotecznych za swoje domy napędzają brytyjską gospodarkę mieli się czegokolwiek obawiać. Ale to ja tak myślę. A co zrobią brytyjskie władze? Jeśli po przegranym referendum David Cameron ustąpi ze stanowiska premiera rządu i do władzy dojdą nacjonaliści, brytyjskie podejście do imigrantów może ulec kategorycznej zmianie i skończy się polityczna poprawność. Już teraz temat referendum dzieli ludzi na będących za i przeciw, więc w niektórych miejscach, na przykład u mojego męża w pracy po jednej burzliwej dyskusji, gdzie ku zaskoczeniu kilku osób okazało się, że ci, po których najmniej by się tego spodziewano, są za wyjściem z Unii, zaprzestano rozmów na ten temat – tabu.

            Jutro będziemy wiedzieli, jakiego wyboru dokonali Anglicy, jakiego Szkoci, Walijczycy czy Irlandczycy z Irlandii Północnej. Kiedy jechaliśmy na urlop do Szkocji, przekonaliśmy się, że zamiast dominujących przy angielskich drogach tabliczek ‘vote leave’, jest więcej tabliczek ‘vote stay’. Kto wie, czy to referendum nie rozsadzi Zjednoczonego Królestwa od środka, kiedy okaże się, że niektóre kraje chcą zostać w Unii, a inne nie. Kto wie, z jakim nastawieniem Anglików przyjdzie nam się zetknąć w najbliższych latach i jakie prawne konsekwencje pociągną za sobą obie opcje. Może będzie podobnie jak ze szkockim referendum w sprawie odłączenia się od Zjednoczonego Królestwa – wszyscy panikowali, że większość uzyska opcja odłączenia, a jednak Szkoci zagłosowali za pozostaniem w UK. Trudno przewidzieć, jakie nastroje zwyciężą dziś. Niestety, w większości postawy osób głosujących są oparte właśnie na nastrojach, na populistycznych argumentach spierających się polityków, na stereotypach, bez rzetelnych informacji. A młodzi ludzie, ludzie, którzy jeszcze nie mają prawa wyborczego, narzekają, że cokolwiek się wydarzy, to oni wypiją piwo, którego dzisiaj nawarzą ich rodzice i dziadkowie. Cheers!

czwartek, 23 czerwca 2016, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/06/23 22:19:30
I jeszcze jest opcja ze Szkocja samodzielnie wejdzie do Unii