Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Komu te wakacje przeszkadzały...

         Komu te wakacje przeszkadzały... Tak nam było dobrze, że mimo tęsknoty za domem i kotem, nie chciało nam się za bardzo wracać. Kiedy masz przed oczami wzgórza porośnięte winoroślą, gajami oliwnymi i dojrzewającymi w sierpniowym słońcu słonecznikami, a na niebie żadnej chmurki przez dwa tygodnie, perspektywa powrotu do kapryśnej angielskiej aury nie nastraja człowieka optymistycznie. Patrzysz na stojące przy drogach cyprysy i pinie, dające cień podróżnikom, rozkoszujesz się widokiem kwitnących oleandrów, ale już gdzieś na plecach czujesz oddech nadchodzącej jesieni.

Talamone, Italy

Talamone

Saturnia, Italy

Saturnia

            Tegoroczne wakacje rozpieściły nas piękną pogodą zarówno we Włoszech jak i w Polsce, spakowane do walizek na wszelki wypadek cieplejsze ubrania i kurtki przeciwdeszczowe nie przydały nam się ani razu, więc zrozumiałe jest, że z obawami czekam na pierwszy angielski słotny dzień. Ale póki co, wygląda na to, że słońce Italii podróżowało z nami do Polski i przywieźliśmy je ze sobą do Derby. Wrzesień wyjątkowo rozpieszcza wysokimi temperaturami, błękitem nieba i słońcem wciąż opalającym nasze twarze. W moim ogródku nadal owocują maliny i jeżyny, słonecznik rośnie sobie w najlepsze, a szafirki zachęcone ciepłem znowu wykiełkowały.

            Tylko pająki nie dają się zwieść i plotą sieci na potęgę. One wiedzą, że wcześniej czy później przyjdzie prawdziwa jesień i trzeba być na nią przygotowanym. Człowiek mimo wszystko stara się pogodzić z faktem, że już zaczęła się szkoła, praca, ale serce wciąż się gdzieś wyrywa. Przeglądam i edytuję zdjęcia z naszych wakacyjnych wypraw małych i dużych i już czuję tę tęsknotę, te motyle w brzuchu, ten niepokój, że znów bym się gdzieś wybrała. Tylko urlopu już mi mało zostało i mogę sobie tylko pomarzyć o dalekich wojażach. Przyjdzie mi się zadowolić weekendowymi wycieczkami. Dobre i tyle.

           Korzystając z nieobecności dziewczyn, które pojechały na biwak skautowy do Twycross Zoo (nota bene spanie między szympansami i żyrafami musiałaby być ciekawym doświadczeniem), wybraliśmy się z Piotrem na wycieczkę w nieznane nam dotąd okolice Worcestershire. Stwierdziłam, że powinniśmy z tygodniowym opóźnieniem obejść naszą 18. rocznicę ślubu i zamarzyło mi się kino, kolacja i spacer.  Spacery mieliśmy nawet dwa – w pięknych ogrodach Witley Court i Hanbury Hall, kolację zjedliśmy po powrocie w domu, a kino też byliśmy zmuszeni sami sobie zorganizować. Niestety, w repertuarze kinowym nie znaleźliśmy niczego interesującego. Obejrzeliśmy więc czekający długo na półce film o królowej Wiktorii - "Mrs Rown", z genialną Judi Dench w roli głównej. Miło było zobaczyć znajome plenery Osborne House, rezydencji królowej Wiktorii na wyspie Wight. Pozostałe dwie rezydencje, gdzie kręcono film - Balmoral Castle i Windsor Castle -  jeszcze czekają na nasze odwiedziny. No choćby nie wiem jak się człowiek starał, to zawsze coś jeszcze pozostanie do odkrycia. I chyba to najbardziej w tym lubię, by gonić króliczka, by ciągle mi się chciało, bym ciągle miała ten niezaspokojony głód i ciekawość. Bo kiedy przestanę, to zacznę się o siebie poważnie martwić...

niedziela, 25 września 2016, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: