Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Na skos

        Kiedy w tym roku pojechaliśmy do Szkocji wiedzieliśmy, że w drodze powrotnej z Orkadów nie może zabraknąć na naszym szlaku miejsca, które zepnie klamrą geograficzną naszą wyprawę z zeszłoroczną wizytą w Kornwalii. Te dwa miejsca łączy sławna i legendarna wręcz trasa między dwoma skrajnymi przylądkami wysuniętymi na północ i na południe - John o' Groats  i Land’s End. Trasa ta prowadzi przez całą wyspę Wielką Brytanię z północy na południe lub z południa na północ, jak kto woli. W pewnym sensie pokonaliśmy tę trasę z roczną przerwą.

         Oba przylądki mają już symboliczne znaczenie w Wielkiej Brytanii. Land’s End – koniec świata  - jest najbardziej wysuniętym kawałkiem lądu w kierunku południowo-zachodnim, ale nie jest to najdalsza część zachodnia ani południowa. Przylądek jest usytuowany w zachodniej Kornwalii na końcu półwyspu Penwith. Najbardziej na południe wysuniętym kawałkiem Wielkiej Brytanii jest Lizard Point. John o' Groats jest tradycyjnie uznawany za najdalej wysunięty na północ przylądek Wielkiej Brytanii, w północno-wschodniej Szkocji. Tak naprawdę jednak najbardziej na północ wysuniętym krańcem jest pobliski Dunnet Head, znajdujący się 2 mile od John o' Groats.

Land'sEnd Kornwalia

        Tradycyjny dystans między przylądkami wiodący drogami to 874 mile (1.407 km). Turyści, sportowcy, wyczynowcy, podróżnicy, ludzie bijący rekordy wszelakie pokonują tę trasę na wszystkie, nawet w najdziwniejsze możliwe sposoby. Księga rekordów zapełnia się coraz ciekawszymi odnotowanymi osiągnięciami, łącznie z przebyciem całej trasy pieszo, boso oraz nago. Można też konno, na deskorolce czy na wózku inwalidzkim, grając w golfa czy lecąc na paralotni. Wiele osób wybiera się w tę podróż, by zebrać fundusze na cel charytatywny. Kiedy dojechaliśmy do John o’Groats spotkaliśmy dwóch kolarzy, którzy właśnie zakończyli swoją podróż i robili sobie pamiątkowe zdjęcia. Przez całą drogę zbierali fundusze na hospicjum dla dzieci. Doświadczeni rowerzyści są w stanie pokonać te trasę w 10-14 dni, ale tylko wtedy, kiedy im się spieszy i chcą bić rekordy. Rekord dla biegaczy wynosi 9 dni. Dla włóczykijów wędrujących bocznymi drogami dystans do przejścia to 1,200 miles (1.900 km) i wymaga zaplanowania 2 -3 miesięcznej ekspedycji. Najmłodszy uczestnik miał 4 lata i jechał rowerem przez 31 dni, a najstarszy, 74-latek przebył dystans pieszo.

           Dystans między przylądkami wyznaczony w linii prostej na podstawie współrzędnych geograficznych to 603 mile (970 km), ale tak wytyczona linia przechodzi na mapie przez Morze Irlandzkie. Siłą rzeczy więc trzeba wybrać drogę prowadzącą dookoła, chyba, że się płynie. Najnowsza wytyczona za pomocą nawigacji satelitarnej, najszybsza trasa przejazdu głównymi drogami wynosi 838 mile (1,349 km). Przewidywany czas takiej podróży to 15 godzin i 48 minut. Wielu śmiałków podejmuje wyzwanie, by przejechać ten dystans w ciągu jednej doby, co jest jak najbardziej wykonalne, ale jaka z tego przyjemność? Taki pośpiech to nie dla mnie. Marzy mi się taka wyprawa rowerowa, niespieszna, bocznymi drogami,  by móc przejechać Szkocję, Anglię, Walię i Kornwalię ciesząc się wszystkim, co napotkałabym po drodze. Nie wspomnę już o tym, jaka byłaby frajda wytyczenia sobie trasy kajakowej…

          Taka podróż od końca do końca, na skos i z naprzeciwka byłaby fantastyczną wyprawą. Kiedyś, może na emeryturze, która jest niezmiernie przeładowana planami, uda mi się to zrealizować. Teraz tylko trzeba do tej emerytury jakoś dożyć, albo zbuntować się i cieszyć się życiem tu i teraz, nie czekając na emeryturę. Jak znam nasz niespokojny podróżniczy charakter, głód nowych miejsc i wszystko, co można spotkać za kolejnym zakrętem, nawet za naszym progiem, to znowu gdzieś ruszymy, nawet jeśli to miałaby być wycieczka na jeden dzień.

wtorek, 20 września 2016, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: