Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
Blog > Komentarze do wpisu

Angielska pogoda się zepsuła

         Podobno wczoraj na Wyspie naszej padł rekord najcieplejszego czerwcowego dnia od pamiętnego gorącego lata 1976 roku. Akurat w pierwszy dzień lata temperatury dały znać o sobie rosnąc już od piątku, uderzając w nas falą ciepła w czasie weekendu, by w końcu osiągnąć swoje rekordowy odczyt. W naszej okolicy było bardzo słonecznie i ciepło w czasie weekendu, poniedziałek był jak na miarę Derby prawdziwy upał, ale we wtorek i w środę temperatury trochę zelżały, bo się zachmurzyło. Ciągle jednak było ciepło i wilgotno i wszyscy czekali na zapowiadaną burzę, która oczyści powietrze. Bo przecież pogoda się zepsuła i kataklizm nastał z tym „upałem”.

        Tak to właśnie jest z Anglikami, ale to chyba nie jest wyłącznie ich cecha, że narzekają na upały, ale kiedy mają okropną deszczową pogodę, marzą o cieple i słońcu. Koniec końców jeżdżą na egzotyczne wakacje, żeby wygrzać się w słońcu i nabrać energii na sprostanie wilgotnemu klimatowi swojej ojczyzny. Kiedy słucham tych marudzeń i narzekań, jak jest gorąco, to przypominają mi się te same marudzenia i narzekania z zimy, kiedy zaledwie kilka centymetrów śniegu przyprawiało Anglików o palpitacje serca i stan wyjątkowy na drogach. Teraz jesteśmy po drugiej stronie amplitudy temperatury. 30 stopni Celsjusza, czyli 86 stopni w skali Fahrenheita i ludzie nie wiedzą, jak mają sobie poradzić. Klimatyzacje we wszystkich biurach nastawione na maksimum, po powrocie do domu nie znajdują ulgi, bo domy nagrzane, w nocy duszno, ciężko się śpi. Dzisiaj w radio słyszałam, że ludzie śpią z termoforami pełnymi lodu, a pod poduszkę kładą sobie mrożonki z zamrażalnika. A potem mają sny w groszki lub fasolkę szparagową.

          Zastanawiam się, jak sobie radzą z podobnymi lub dużo wyższymi temperaturami, kiedy jeżdżą na te egzotyczne wakacje. Zamiast cieszyć się tym, że mają piękną pogodę bez wyjeżdżania ze swojego kraju, marudzą i nie doceniają. Kiedy przyjdą znowu deszczowe dni, będą wspominać z rozrzewnieniem, jak to było ciepło, ale już uciekło. Jakiś temat do narzekań być musi. A że pogoda to najczęstszy temat small talk między Anglikami, to zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony z obecnie panującej aury.

          Jedyne, na co ja mogę narzekać, to moja alergia na pyłki – hay fever, która dała znać o sobie. Po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii zorientowałam się, że tutejszy wilgotniejszy jednak nieco od polskiego klimat sprzyja mi i łatwiej mi się wiosną i latem oddycha. Spotkałam się z wieloma osobami, których alergia uległa uśpieniu po przeprowadzce na Wyspę naszą Wielką, ale są też tacy, których to właśnie tutejsze gatunki traw czy kwiatów uczulają bardziej, a w Polsce czy na Słowacji nie mieli żadnych objawów alergii. Wilgotne powietrze Brytanii nie sprzyja też osobom uczulonym na pleśń i grzyb, których niestety w wielu domach angielskich nie brakuje, kiedy ludzie są zmuszeni oszczędzać na ogrzewaniu.

       Ja zazwyczaj jestem w stanie przetrwać wiosnę i lato w Anglii bez leków antyhistaminowych, co w Polsce byłoby nie do przyjęcia. Przed wyprowadzką z Polski miałam początki astmy, na porządku dziennym były inhalatory, krople do oczu, krople do nosa. Każdego roku odkrywałam nowe rzeczy – alergeny, na które jestem uczulona. W środkowej Wielkiej Brytanii klimat jest w dużej mierze zbliżony do polskiego, w końcu Derby znajduje się na tej samej mniej więcej szerokości geograficznej co Toruń, ale jednak w odległości 150 kilometrów na wschód i na zachód mamy morze i powietrze jest wilgotniejsze. Powodem mogą też być inne gatunki traw, zbóż, krzewów czy drzew i ich nieco inny zestaw powoduje, że moja alergia nie męczy mnie aż tak.

          Wystarczyło jednak kilka słonecznych, gorących dni, żeby powietrze się osuszyło, a poziom pyłków wzrósł znacznie i alergia przypomniała mi o sobie. Załzawione oczy, kichanie jak z armaty, zatkany nos z lejącym się z niego katarem siennym zmusiły mnie do brania leków. W poniedziałek jednak nasycenie było zbyt duże i niezbyt dobrze się czułam. Do tego koleżanki w biurze nastawiły klimatyzacje na 18 stopni co powodowało, że między temperaturą na zewnątrz i wewnątrz budynku różnica wynosiła 15 stopni. Dla mojej głowy i zatok to widocznie było za dużo. Rozbolały mnie zatoki i chodziłam jak zombie. Wyszłam wcześniej z biura i na mentalnym autopilocie dojechałam do domu. Klimatyzacja to jednak straszna jest czasami. W naszym budynku nie da się przetrwać słonecznego dnia bez włączenia jej chociaż na chwilę, ponieważ ktoś zaprojektował ten budynek jak szklarnie. W swoim twórczym szale projektant myślał o tym, jak ten budynek będzie dizajnersko wyglądał z częścią dachu ze szkła, ale nie przewidział, jaki to będzie miało wpływ na ludzi w nim pracujących. Za karę powinien spędzić z nami rok by w zimie marznąć, a latem czuć się jak roślina tropikalna.

          Wydaje mi się, że tak jak Brytyjczycy zapomnieli jak radzić sobie z zimą, bo już od dawna nie mieli prawdziwej zimy, tak samo nie potrafią sobie radzić z upałami. Przyzwyczaili się do pogody constans przez cały rok wiosenno-jesienne temperatury, deszcz i nie trzeba się martwić ani ciepłym ubiorem na zimę, ani letnim dającym ulgę w upałach. Oczywiście można zainstalować sobie klimatyzację w domu, ale pytanie czy warto. Czasami wystarczy mieć jakiś wiatraczek, żeby chociaż trochę ruszyć powietrze, jeśli jest duszno. Wychodząc z domu warto pozasłaniać okna, by dom się nie nagrzewał. Starsze pokolenie radzi zaopatrzyć się w wachlarze i ubieranie się w przewiewne stroje. Na Facebooku roi się od filmików ludzi, którzy naśmiewają się z tych narzekających i doradzają, jak oni sobie radzą. BBC News wyprodukowało nawet spot z udziałem osób pochodzących z krajów tropikalnych, by doradzili, jak sobie radzić z upałami. Wydawałoby się, że to jest oczywiste, tak na zdrowy rozsądek, ale okazuje się, że trzeba ludziom przypominać o nakryciach głowy, o luźnym ubiorze, najlepiej w jasnych kolorach, piciu wody, na przykład z dodatkiem soku z cytryny, zimnych okładach.

          Inni z kolei narzekają, że społeczeństwo się za bardzo roznegliżowuje i mamy obywateli paradujących po ulicach prawie nago. Mężczyźni zdejmują koszulki i wkładają je sobie za pasek u spodni, jak nie przymierzając ręcznik, kobiety noszą sukienki, które ledwo co zakrywają. Jak stwierdziła jedna pani:  noś ubiór, który nadaje się do Twojego ciała takim, jakie jest, a nie ubiór do ciała, jakie chciałabyś mieć. Pojawiają się też protesty mężczyzn, którzy chcieliby ubrać się do pracy w krótsze spodnie i móc się nieco ochłodzić. Dzisiaj w mediach pojawiły się informacje o mężczyźnie, który przyszedł do pracy w smart shorts czyli nieco skróconych spodniach garniturowych, ale jego menadżer odesłał go do domu, by się przebrał. Ten zdenerwowany sytuacją i upałem w biurze postanowił przywdziać sukienkę swojej dziewczyny, którą ona nosi do pracy i mimo, że jest dość krótka, jest akceptowana. Menadżer nie znalazł w dress code policy punktu, który zabraniałby mężczyźnie przyjść do pracy w sukience i tak pracownik ów stworzył precedens. Firma zgodziła się na krótsze spodnie w pracy, szczególnie, że jako pracownik call centre mężczyzna nie miał bezpośredniego kontaktu z klientami firmy. Niektórzy argumentują zakaz noszenia szortów tym, że nie chcą oglądać w pracy owłosionych nóg kolegów, ale bądźmy szczerzy, koleżanki też nie zawsze są wydepilowane.

         

          Drugi protest zasłynął w mediach za sprawą chłopców ze szkoły w hrabstwie Devon, którym również nie pozwolono nosić krótkich spodenek do szkoły. Zamiast tego pożyczyli do swoich koleżanek i sióstr spódniczki i wzorem szkockich pobratymców przyszli dzisiaj w spódniczkach do szkoły. Muszę tutaj oddać sprawiedliwość szkole mojej córki, że pozwoliła dzieciom od początku tygodnia chodzić do szkoły w szortach – w stroju na WF czyli Physical Education i uczniowie mają do wyboru, czy przyjść w normalnym uniformie, czy w stroju sportowym. Chociaż trochę im dzięki temu chłodniej. Zosia też mogła skorzystać z tej opcji, ale jej w spódnicy było już wystarczająco wygodnie.

          Tymczasem nasza lokalna stacja radiowa BBC Radio Derby przypomina lato 1976 i sztandarowe przeboje z tego upalnego czerwca. Co było wtedy na topie? Abba “Dancing Queen”, Elton John “Don’t go breaking my heart”. Ja miałam wtedy niecały roczek i nie wiem, czy w Polsce było wówczas upalnie, ale zawsze lubiłam ciepłe lato, bo oznaczało to kąpiele i pływanie w jeziorze lub rzece, dojrzałe, słodkie truskawki, czereśnie, pełne karotenu marchewki. Gorące lato dzieciom nie przeszkadza, bo nie mają obowiązków, nie muszą chodzić do pracy i wciśnięte w swoje formalne ubiory stawiać czoła wysokim temperaturom. Póki co cieszymy się ciepłem, ale na horyzoncie zbierają się dziś chmury, więc obiecywana od dwóch dni burza może wreszcie nadejść. Rośliny w naszym ogrodzie na pewno ucieszą się z deszczu, potem poprosimy słoneczko z powrotem. Nie mamy nic przeciwko niemu.

czwartek, 22 czerwca 2017, ewa.wolinska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: