| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.
czwartek, 08 czerwca 2017
          Kiedy przeprowadzaliśmy się do Wielkiej Brytanii, do Derby, był koniec października. Dziewczynki zaczęły chodzić do szkoły 3 listopada. Jedną z pierwszych uroczystości, jakie odbywały się w szkole, w których brały udział, był Remembrance Day -  11 listopada. Data jest nam wszystkim znana, dla Polaków ma dodatkowy wydźwięk, bo jest związana z odzyskaniem przez Polskę niepodległości po rozbiorach. Dla Brytyjczyków jest to rocznica końca Wielkiej Wojny, jak zwykło się ją tutaj nazywać – Great War. Wojny, która tak naprawdę zaczęła dwudzieste stulecie, wojny, która pokazała, do czego doprowadziła polityka imperiów, która przewartościowała społeczeństwo brytyjskie, zatarła w pewnej mierze ogromne różnice klasowe. Na wojnę poszli oficerowie, wywodzący się z arystokracji, pracownicy ich posiadłości, mężczyźni z okolicznych wiosek, robotnicy z miast i miasteczek. Walczyli  ramię w ramię, ginęli obok siebie, śmierć nie oszczędzała i nie wybierała.
 
             Po wojnie na placach miast, przy kościołach i katedrach, w wioskach stanęły obeliski, pomniki lub powieszono pamiątkowe tablice z nazwiskami chłopców, młodzieńców i mężczyzn, którzy polegli w obronie ojczyzny. Od tamtego czasu 11 listopada obchodzono się jako dzień pamięci o poległych w Wielkiej Wojnie. Po 27 latach niestety na tablicach trzeba było dopisać nazwiska żołnierzy poległych w II Wojnie Światowej. Teraz 11 listopada jest dniem upamiętniającym żołnierzy poległych we wszystkich konfliktach zbrojnych. Przy pomnikach i obeliskach, na ich mogiłach składa się wieńce z maków. Czasami świeżych, czasami sztucznych, ale maków, które symbolizują krew przelaną w obronie ojczyzny. Znamy ten symbol, znamy czerwone maki spod Monte Casino. Symbol czerwonych maków był obecny w kulturze europejskiej od dawna, jako symbol snu, czerwieni krwi, ale po bitwach we Flandrii I walkach w okopach, gdzie rosło dużo czerwonych maków, przybrał on jeszcze to dodatkowe znaczenia. W Polsce  maki nie są tak popularne, ale w Wielkiej Brytanii pojawiają się wszędzie, ludzie noszą je wpięte jako broszki, metalowe, plastikowe, papierowe, robione z włóczki, przyczepiają do samochodów, żeby pokazać, że pamiętają, szanują, doceniają i nie chcą więcej wojen i ich ofiar.

           Dlaczego piszę o 11 listopada, dniu pamięci i rocznicy końca I Wojny Światowej, w czerwcu? Bynajmniej nie dlatego, że pogoda za oknem przypomina te typowo listopadową, chmurną, wietrzną i deszczową. Piszę o tym dlatego, że do Derby jako kolejnego z 19 planowanych, 10. miejsca w Wielkiej Brytanii przybyła instalacja artystyczna – czerwonych ceramicznych maków, które tworzyły słynną instalację artystyczną w 100. rocznicę wybuchu I Wojny Światowej przy twierdzy Tower w Londynie. Instalacja dwóch artystów Paula Cumminsa i Toma Pipera nazwana Blood Swept Lands and Seas of Red została zainspirowana wierszem żołnierza, nieznanego z imienia, który zginął w okopach we Flandrii, zaczynającego się od tych właśnie słów. Instalacja w Londynie trwała od lipca do listopada 2014 roku. Składała się z 888.246 ceramicznych czerwonych maków, z których każdy reprezentował żołnierza poległego na wojnie, który wywodził się ze Zjednoczonego Królestwa lub jego kolonii.

           Twórcą instalacji jest lokalny artysta ceramik pochodzący z Chesterfield, Paul Cummins, który z pomocą projektanta, Toma Pipera stworzył morze czerwonych maków, każdy wykonany ręcznie metodą wyrabiania gliny i tworzenia ceramiki z czasów I Wojny Światowej. Maki były produkowane w warsztacie Paula Cumminsa w Pride Parku w Derby, część z nich była również produkowana w Stoke-on-Trent, które znane jest z przemysłu ceramicznego. Morze kwiatów zostało zaaranżowane przy twierdzy Tower w taki sposób, by wyglądało jak ogromna kałuża krwi wypływającej z jednego z okien twierdzy – płaczącego, szlochającego okna "Weeping Window".

           Pierwszy mak został “posadzony” 17 lipca 2014 roku. W przygotowaniu całej instalacji i „posadzeniu” ponad 800 tysięcy maków brało udział 17 tysięcy wolontariuszy. Instalacja  została odsłonięta 5 sierpnia w rocznicę przystąpienia Zjednoczonego Królestwa do wojny w 1914 roku. Całość była gotowa na 11 listopada 2014 na Remembrance Day.  Po 11 listopada kwiaty zostały sukcesywnie usuwane z ekspozycji i wysyłane osobom, które je zamówiły i kupiły za cenę £25. Dochód z tego przedsięwzięcia szacowany jest na £15 mil0ionów funtów i został przekazany na rzecz sześciu fundacji, które pomagają weteranom i ofiarom konfliktów zbrojnych. Jeden z maków znajduje się chociażby w szkole Derby Moor, w której jestem na swoim dyżurze w każdy czwartek.
 
           Część ekspozycji, która wylewała się z okna i była oparta na stalowej konstrukcji, została rozebrana i ogłoszono, że będzie ona wędrować po Wielkiej Brytanii przez kolejne 4 lata aż do 2018 roku, kiedy zostanie przekazana do muzeum w Londynie i Manchesterze - Imperial War Museums. Wszyscy ci, którzy nie mogli zobaczyć jej w Londynie, będą mogli też podziwiać ją i zadumać się nad nią w swoich miastach. W kwietniu 2016 roku maki dotarły na Orkady, do Kirkwall i były zainstalowane przy wieży katedry Św. Magnusa. Upamiętniały one 100. rocznice bitwy o Jutlandię, największego morskiego przedsięwzięcia, w które była zaangażowana Wielka Brytania w czasie I wojny światowej. I chociaż nie udało nam się zobaczyć maków w czasie ekspozycji w Londynie to mieliśmy to szczęście, że akurat wtedy byliśmy na naszej wyprawie na Orkady i zobaczyliśmy je z bliska.

 
           Teraz przyszedł czas na Derby. Maki przyjechały do nas. Przez kilka ostatnich dni były montowane przy oknie i wieży Silk Mill, zabytkowego budynku w centrum miasta nad rzeką Derwent, który jest muzeum techniki i przemysłu. Silk Mill był pierwszą na świecie manufakturą, stąd wzięła swoje początki rewolucja przemysłowa. Zamontowanie maków w tym miejscu, nie przy katedrze, nie przy pomniku upamiętniającym ofiary wojny na głównym placu miasta ma również swój wydźwięk. Pokazuje, że ofiary wojny pochodziły również z takich miejsc. Robotnicy, pracownicy warsztatów, manufaktur, fabryk, którzy ciężko pracowali, utrzymywali swoje rodziny , ale również swoją pracą rozwijali przemysł i handel w swoim kraju. Poszli walczyć na wojnę i wielu z nich zginęło. Kiedy jechałam dzisiaj do pracy, kątem oka widziałam już maki na wieży Silk Mill, która mignęła mi między budynkami w centrum. Dzisiaj jest tylko pokaz dla prasy, ale mam nadzieję, że w czasie weekendu wybierzemy się, żeby ją dokładnie obejrzeć, podziwiać, porozmyślać. Instalacja będzie w Derby od 9 czerwca do 23 lipca. Maki w Derby są u siebie w domu, mam więc nadzieję, że wzbudzą zainteresowanie.
Silk Mill Derby poppies
            W całej historii płaczącego makami okna jest również polski akcent. W produkcji maków brała udział polska artystka ceramik, Joanna Dawidowska.
Joanna Dawidowska
 
piątek, 02 czerwca 2017

           Obudziłam moje bąble przytulaskami i całuskami przed wyjściem do pracy i obiecałam, że będziemy świętować, kiedy wrócimy z Piotrem z pracy albo w weekend zrobimy sobie coś fajnego. Zawsze wychodziliśmy z Piotrem z założenia, że nie sztuką jest robić wielkie halo z okazji Dnia Dziecka, Dnia Matki czy Dnia Ojca lub na przykład Walentynek raz do roku, ale sztuka jest dbać o to, by każdy dzień w rodzinie był dobry. Kiedy ma się w domu dwie nastolatki z przechodzącą burzą hormonów i zdawaniem egzaminów jednocześnie, to czasem trudno o spokojną atmosferę. Sama pamiętam, że dawałam się moim rodzicom we znaki w tym okresie. Ale z drugiej strony wolę, żeby moje dzieci mogły się wykrzyczeć i wypowiedzieć, żeby oczyścić atmosferę niż miałaby mieć ciche dni i tłumić emocje w sobie, które mogą być nawet po wielu latach szkodliwe jak nagromadzone w ciele toksyny. Nie ma nic gorszego niż cisza, kiedy już nikt nie rozmawia, nikt się nie kłóci, bo to znaczy, że już nikomu na niczym nie zależy. Kiedy wychodziliśmy z domu dziewczyny współpracowały, robiąc sobie śniadanie, mam nadzieję, że miło spędzą ze soba dzień, kolejny dzień ich ferii szkolnych.

              Jak będziemy świętować Dzień Dziecka? Prezenty przyjechały wczoraj z Polski, Piotr wrócił po kilku dniach wizyty w Warszawie. Może pójdziemy sobie do kina albo na spacer, albo w czasie weekendu wybierzemy się na wycieczkę w zależności od tego, jaka będzie pogoda i czy Basia będzie mogła na trochę odpocząć od nauki przed kolejnymi egzaminami w przyszłym tygodniu. Dzień Dziecka nam się należy, nawet tym dużym czterdziestoletnim dzieciom, które już mają dzieci. I tak sobie kombinuję, jak ja bym najchętniej spędziła taki Dzień Dziecka. Czasami, kiedy jesteśmy zmęczeni po całym tygodniu pracy, nie mamy siły na nasze obowiązki i najchętniej bachnęlibyśmy się z książką na łóżku albo w ogródku nic nie robiąc, to mówimy, że mamy Dzień Dziecka. Ale taki porządny Dzień Dziecka, jak chciałabym go spędzić?

            Wróciłabym do swoich ulubionych zabaw z czasów, kiedy miałam 10 lat na przykład. Poskakałabym w gumę na podwórku z koleżankami, pograła w siatkówkę i pobawiła się w chowanego. Poszłabym do kina na „ET” lub „Niekończącą się opowieść”. Na pewno kupiłabym sobie obwarzanki opoczyńskie i rurki z kremem w kiosku przy mleczarni, a może nawet bym zaszalała i kupiła sobie ptysia z kremem cytrynowym. Potem poszlibyśmy całą rodziną na spacer nad Zalew Opoczyński pobawić się na placu zabaw albo na błonia za stadionem. Kto wie, może nawet wzięlibyśmy rowery i pojechali na wycieczkę do lasu. Nikt się wtedy nie martwił kleszczami. Mama zrobiłaby nam ciasto biszkoptowe z galaretką i truskawkami, może byłyby już czereśnie. Wieczorem pograłabym z tatą w warcaby albo w karty. Wrócić do zabaw, smaków dzieciństwa, spędzić czas z rodzicami, nigdzie się nie spiesząc, pośmiać się, odpocząć. Piotr twierdzi, że pewnie zbudowałby coś z klocków Lego. Staramy się pielęgnować nasze wewnętrzne dzieci w sobie, duch ochoczy, tylko ciało ma już ponad 40 lat 😊.

             Życzę sobie i Wam wspaniałego Dnia Dziecka, niech się Wam spełnią marzenia małe i duże, dla małych i dużych dzieci. A najbardziej całuję moje dziewczyny, takie już duże i mądre oraz ślę uściski, całuski i ciasteczka dla mojej malutkiej bratanicy Weronisi, niech rośnie zdrowa!

Ps. Poszliśmy wieczorem do kina na piątą cześć Piratów z Karaibów. Scenariusz trochę powiela schematy z pierwszej części, Javier Bardem był świetny w roli strasznego kapitana Salazara. A film się wpisał w Dzień Dziecka, bo w sumie opowiada historię dwojga dzieci, które poszukują swoich rodziców, tego, co im pozostawili i sposobu, by ich dla siebie odnaleźć.