| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Ewa Wolinska

Create your badge
Od marca 2006 nasza rodzina mieszka poza Polską. Po 3 latach pobytu w Pradze przeprowadziliśmy się do Derby w środkowej Anglii. Postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie daje nam dzisiejszy świat. Rodzice zawsze mi powtarzali, że rodzina jest najważniejsza. Tę i inne wartości wyniosłam z domu. Teraz sama go tworzę. A Dom jest tam, gdzie jesteśmy wszyscy razem.

Nasza Praha

poniedziałek, 29 września 2008

                    Kiedy Chińczycy otwierali igrzyska olimpijskie w Pekinie, zadbali o symbolikę, liczb, która jest dla nich bardzo ważna. Stało się to 8 minut po godzinie ósmej, ósmego dnia ósmego miesiąca 2008 roku. Okazuje się, że nie tylko dla Chinczyków ta ósemka ma tak duże znaczenie. Kiedy wróciłam po wakacjach do Pragi, spostrzegłam wiele billboardów i plakatów dotyczących "osmiczki", m.in. obraz dziecka narodzonego właśnie tego dnia 8.08. 2008. Wiele osób wykorzystało tę magiczną datę do zawarcia małżeństwa i wielu innych milowych kroków w ich życiu. Ale w połowie sierpnia na mieście zaczęły się pojawiać również inne billboardy, plakaty na słupach, które wiszą zresztą do dziś i przypominają Czechom i turystom, że ósemka na trwałe zapisała się w historii Czech i czeskiego narodu, szczególnie w ostatnim stuleciu.

                     Na tle czarno-białych archiwalnych zdjęć uwidocznione są daty: 1918, 1938, 1948, 1968 i 2008. Każda z nich odpowiada ważnemu wydarzeniu, ale również zaprasza na kolejne z cyklu wystawy im poświęcone, które odbywają się w różnych miejscach w mieście, w plenerach, muzeach i galeriach. Warto więc prześledzić, co kryje się za rzędami tych cyferek w małym historycznym skrócie:

1918 - 28 października 1918 w wykonaniu planów opartych na umowie pittsburskiej - porozumieniu o utworzeniu wspólnego państwa, zawartym w USA 30 maja 1918 między emigrantami czeskimi i słowackimi powstaje państwo Republika Czecho-Słowacka. Głównym architektem zjednoczenia był czeski polityk i pierwszy prezydent Tomáš Garrigue Masaryk, który jest jedną z najważniejszych postaci w czeskiej historii. Tak jak patronem czeskiego narodu jest święty Wacław, którego święto obchodziliśmy wczoraj, tak patronem państwowości czeskiej jest prezydent Masaryk. Pozostałymi twórcami tego państwa byli Czech Edvard Beneš (który później został prezydentem) i Słowak Milan Rastislav Štefánik. Czechosłowacja powstała z ziem należących przedtem do Austro-Węgier, Czech, Moraw, Śląska Cieszyńskiego, Słowacji i Ukrainy Zakarpackiej.

1938 – Po zajęciu przez hitlerowskie Niemcy Austrii przyszła kolej na Czechosłowację. Czesi nazywają to zdradą monachijską, ponieważ na podstawie konferencji w Monachium, która miała miejsce 29 – 30 września 1938 roku na skutek żadań niemieckich doszło do rozbioru Czechosłowacji. Władze czechosłowackie nie zostały nawet zaproszone do udziału w niej i zabrania glosu. 1 X 1938 r. wojska niemieckie przekroczyły granicę czeską i zajęły Sudety. Kilka dni później prezydent Beneš podał się do dymisji i wyemigrował z kraju.

1948 – W odworzonym po drugiej wojnie światowej państwie czechosłowackim na początku 1948 doszło do tzw. przewrotu lutowego (w komunistycznej Czechosłowacji zwanego Vítězný únor - "zwycięski luty" ) i pełnego przejęcia władzy przez komunistów. Prezydent Edvard Beneš, który po wojnie wrócił z emigracji, zatwierdził po przewrocie nowy rząd, na którego czele stanął przewodniczący Komunistycznej Partii Czechosłowacji Klement Gottwald. Dwa miesiące później prezydent odmówił podpisania nowej, komunistycznej konstytucji i w maju 1948 ustąpił ze stanowiska. Tak rozpoczął się okres stalinowski w historii Czechosłowacji, który nie skończył w 1956 roku, tak jak w Polsce, czy na Węgrzech, ale trwał do 1960 roku. Wybudowany na Letnianach największy na świecie pomnik na cześć Stalina przeżył jego samego. Dopiero w 1960 roku zaczęła się odwilż, a kulminacją dążeń do zmian i reform była praska wiosna 1968 roku.

1968 – 21 sierpnia 1968 rozpoczęła się operacja "Dunaj" - wojska Układu Warszawskiego - w tym PRL - przeprowadziły agresję na Czechosłowację. Powodem były reformy praskiej wiosny prowadzone pod hasłem socjalizmu z ludzką twarzą przez tamtejszą partię komunistyczną pod kierownictwem Słowaka Alexandra Dubčeka. Interwencja przywróciła do władzy twardogłowych komunistów, którzy sprawowali władzę aż do 1989 do zwycięstwa tzw. aksamitnej rewolucji. Gdyby jeszcze obalono komunizm rok wcześniej mielibyśmy kolejną osmiczke do kompletu i to podwójną.

                     Niestety, trzeba przyznać, że dwie spośród tych dat 1938 i 1968 kojarzą się Czechom negatywnie z Polakami. W czasie niemieckiego zaboru Czechosłowacji polskie wojska wkroczyły na Zaolzie. Jednak nie miało to nic wspólnego z konferencją monachijską. Polacy i Czesi próbowali się dogadać, prezydent Beneš i prezydent Mościcki chcieli rozwiazać problem mniejszości polskiej, która została na ziemiach przyłączonych do Czechosłowacji, ale negocjacje upadły. Z jednej perspektywy Polacy wkroczyli na Zaolzie i wzięli to, co im się należało już w 1919 roku, ale z drugiej strony jednak to było jak wbicie noża w plecy. Na arenie międzynarodowej postrzegano to jako współdziałanie z Niemcami.

                      A 1968 rok? W sierpniu, kiedy chodzi się ulicami Pragi i słyszy się dużo polskiego języka, Czesi, a szczególnie starsze ich pokolenia, reagują czasami negatywnie na ich obecność. Tym bardziej, kiedy słyszą język rosyjski. Czytałam artukuł Mariusza Szczygła, który pisał, że nie spotkał osobiście Czecha, który by mu wypomniał fakt, że wojsko polskie brało udział w tłumieniu praskiej wiosny. Ja też się osobiście nie spotkałam z negatywną reakcją, ale wiem, że Czesi o tym pamiętają.  Mimo że zdają sobie sprawę, że ci żołnierze nie mieli wówczas specjalnie wyboru, a wmawiano im, że jadą z bratnią pomoca dla narodu czeskiego, mimo że zdają sobie sprawę, że gdyby czechosłowackiemu wówczas wojsku wydano by  rozkaz najazdu na Polskę, to też nie mieliby wyboru, to jednak mają gdzieś, tam w głębi ducha do nas o to żal. Bo kto by nie miał...

                     Dziś po południu spacerowałam po ogrodach Pałacu Valdštejnskiego (siedziby Senatu), gdzie otwarto wystawę fotografii i plakatów z sierpnia 1968 roku. Jeden z plakatów ma napis: "Rudi bratri, vrat'te se do svych rezervaci - Vinetou". Stoi tam również transporter upamiętniający wejście wojsk. Młodzi ludzie fotografują się na jego tle, chyba nie bardzo rozumiejąc, po co tutaj stoi, pośród pięknych krzewów, na tle spokojnego stawu, gdzie pływają kaczki i złote karpie. Podobnie pod Muzeum Narodowym stoi czołg z lufą wycelowaną wprost na taras budynku. Z zamontowanego głośnika dobiega odgłos grzejącego się silnika czołgu. A wokół kolejne plakaty i transparenty.

  

                     Czesi zdają sobie sprawę z tego, że daty z ósemką na końcu miały w ich historii szczególny wymiar. Magia liczb? Być może, ale ważniejsze jest to, jak zapisały się te daty w ludzkich sercach i jaki mają wpływ na ich życie do dzisiejszego dnia. Dlatego już od poczatku tego roku pojawiają się publikacje na ten temat, na stronach internetowych dziennikarze, pisarze, publicyści zachodzą w głowę, jak zapisze się w ich historii 2008 rok, jaki będzie miał wymiar dla ludzi po latach. Tymczasem plakat pełen ósemek zamyka data 2008 i na jej tle nie ma żadnego czarno-białego archiwalnego zdjęcia, ani kolorowego z naszych czasów. Jest po prostu bukiet pięknych kolorowych tulipanów, dających nadzieję, że ten rok będzie optymistyczną datą, nie obciążoną żadnymi złymi wspomnieniami.

                    Pytanie: co ze mną? Kiedy myślę o tych wszystkich ważnych datach, które ukształtowały przestrzeń życiowa wielu pokoleń Czechów, ale miały też ogromny wpływ na życie w Polsce, zadaję sobie pytanie, jakie są moje osmiczki. Są dla mnie bardzo ważne, bo zapisują również historię, moją prywatną, mojej rodziny. W tym roku moje dziecko kończy 8 lat. Zważywszy na to, że pobraliśmy się z Piotrkiem w 1998 roku, w tym 2008 roku obeszliśmy 10. rocznicę ślubu. A za miesiąc będziemy już mieszkać w nowym miejscu i mam nadzieję, że ten rok zmian w naszym życiu przyniesie nam szczęście.

19:37, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 czerwca 2008

                    Dzisiaj od rana siąpi deszcz. Kiedy wychodziłam rano z domu, spotkaliśmy się z sąsiadem przy furtce i życzyłam mu hezkiego dnia. Stwierdził, że raczej będzie oszkliwy, ale dał się przekonać mojej pozytywnej argumentacji. Deszcz sobie kropi, nie jest zimno, wszystko się zieleni, a po kilku dniach prawdziwie letnich upałów chwila wytchnienia przyda się i ludziom i zwierzętom i roślinom. Mnie to nie przeszkadza a nawet cieszy, bo ciężko było mi już oddychać przez zapchany katarem siennym nos. Mimo leków, kropli i innych cudów medycyny, alergeny mnie dopadły, więc deszcz jest moim wielkim sprzymierzeńcem.

                     Ale w ciągu weekendu oprócz wieczornych burz, pogoda była naprawdę wyśmienita. Można było poczuć przedsmak wakacji. A jeśli wakacje i słońce, to przydałaby się jakaś woda, żeby się pomoczyć, ochłodzić, popływać, pochlapać i kąpać. Obiecaliśmy dziewczynkom, że z okazji Dnia Dziecka wybierzemy się z nimi do nowo otwartego aquaparku na przedmieściach miasta, w Pruhonicach.

                    Już się obawialiśmy, że budowa tego kompleksu sportowego nigdy się nie skończy. Czasami, przejeżdżając tamtędy autostradą na Brno, albo zagladając do pruhonickiego centrum handlowego sprawdzaliśmy postęp robót. A wszystko zatrzymało się dlatego, że projektantem tego aquaparku była ta sama firma, która zaprojektowała aquapark w Moskie. Ten, który się zawalił. Dlatego wykonawcy i władze miasta wstrzymały budowę praskiego kompleksu, żeby jeszcze raz dokładnie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Lepiej dmuchać na zimne, 10 razy wszystko sprawdzić, niż dopuścić do takiej tragedii, jaka miała miejsce w stolicy Rosji. Przyznam, że ta wiadomość też nie nastroiła mnie pozytywnie, zastanwiałam się, czy powinniśmy tam jechać. Ale nasi znajomi byli tam przed nami i polecili nam to miejsce. Postanowiliśmy więc spróbować.

                    Kiedy dojechaliśmy na miejsce, już z wielopiętrowego parkingu samochodowego dostrzegliśmy wnętrze basenu i byliśmy zachwyceni. Nasze córki nie mogły się już doczekać, kiedy wejdziemy do środka. Aquapalace Pruhonice jest przecież największym tego typu obiektem w Czechach i jednym z największych w środkowej Europie. Nie dziwiło nas więc, kiedy na monitorach przed kasami zobaczyliśmy liczbę aktualnie przebywających na basenach osób – 1000. My mieliśmy jeszcze podnieść statystyki. Jak widać nie odstrasza ludzi cena wejścia na basen. My za naszą 4-osobową rodzinę za dwie godziny zapłaciliśmy 650 koron. To jest oczywiście cena weekendowa, w tygodniu jest trochę taniej. W sumie chyba najbardziej się opłaca kupić bilet za 2000 koron na cały dzień.

                    W środku przywitała nas część ze wszystkimi szalonymi zjeżdżalniami, toboganami, spacebowlem i wartką rzeką. Basia i Zosia koniecznie musiały wszystko wypróbować oprócz spacebowlu oczywiście. Ja nawet, uważająca się za dobrą pływaczkę, nie odważę się chyba nigdy tam wejść. Po tym, jak dowiedziałam się, że w Kladnie, w aquaparku, do którego często jeździliśmy na spacebowlu zginął młody chłopak, bo uderzył się w głowę, starcił przytomność i po prostu się utopił, nigdy nie będę miała ochoty i odwagi ryzykować. Wystarczy mi już, jaką prędkość osiąga się na zjeżdżalniach. Popłynęliśmy też wartkim górskim potokiem, wypływającym na zewnątrz, śmiechu było co nie miara, bo nas przewałkował ten strumień porządnie, od ściany do ściany, do góry nogami i na brzuchu. Dla uspokojenia nerwów i mięśni poszliśmy zwiedzać dalej.

                    Przed nami rozpościerała się mała plaża na zewnątrz, bar, małe place zabaw mokrych dla dzieci i setki leżaków, na których można się było rozłożyć i wyobrazić sobie, że to wcale nie przedmieścia Pragi, tylko plaża nad morzem . Którym konkretnie, to już zostawiam gustom poszczególnych marzycieli. Można było ulec temu złudzeniu tym bardziej, że tuż obok pod dachem był basen ze sztuczną falą, która bujała wszystkich co godzinę. Obok, na wraku statku korsarzy, bawiły się na zjeżdżlaniach dzieci. Kolejna rzeka zaprowadziła nas do najmniej uczęszczanego przez małych pływaków miejsca, czyli normalnego 25-metrowego basenu, gdzie ambitni wypływali te swoje zamierzone 2 km. A dla spragnionych wrażeń była jeszcze jaskinia, w której po sąsiedzku przez szybę pływał rekin. Oczywiście nie jakiś ludojad, żarłacz, tylko mały i spokojny, ale zawsze to jednak rekin.

                   W niedzielę aquapark zaplanował wiele atrakcji z okazji Dnia Dziecka, ale mieliśmy już zaplanowany brunch z naszymi przyjaciółmi, którzy przeprowadzają się do Londynu, a poza tym stan Zosinkowych oczek nie pozwoliłby nam znowu pływać.

                     Wszystkim, którzy będą mieli okazję, polecam ten basen. Na wielu już byłam, ale ten jest chyba jednym z najfajniejszych. Drink z palemką, leżak, kolorowy ręcznik, kostium i można na chwilę odpocząć od miasta.

http://www.aquapalace.cz/

13:37, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 czerwca 2008

                    Kiedy wydaje się, że wszystko idzie nie tak, człowiek jest nasztwany (wściekły znaczy się po czesku i zły), jest na to jedno wypróbowane lekarstwo. Jak w piosence Mariana Hemara:

Kochać nie warto, lubić nie warto,
Znaleźć nie warto i zgubić nie warto,
Chodzić nie warto i leżeć nie warto.
Przysiąc nie warto, uwierzyć nie warto!

Pieścić nie warto, pobić nie warto.
Stracić nie warto, zarobić nie warto,
Sprzedać nie warto, kupić nie warto.
Jedno, co warto - to upić się warto!

Upić się warto, upić się warto!
W szynku na rogu wygłupić się warto!
W dobrej kompanii popić, to warto!
Czystą kroplami zakropić, to warto!

Wódkę do łbów ponalewać, to warto!
Siedzieć, popijać i śpiewać, to warto!
Z sercem ściśniętym, z duszą otwartą,
Upić się, upić, to jedno, co warto!

                  Podkreślmy, że ważne jest miejsce, dobry stolik i dobra kompania. I tego właśnie nie zabraklo mi środowego wieczora, kiedy umówiłyśmy się z holkami Polkami z naszego Polklubu na kolację w kubańskiej restauracji. Spotkanie miało część oficjalną czyli pożegnanie koleżanek wyprowadzających się z Pragi, a potem nastapiła już część nieoficjalna.

                   Znaleźć restaurację, która by nas zmieściła przy jednym stoliku nie jest łatwo. 23 osobowa kobieca reprezentacja to już prawie małe wesele. W meksykańskiej Cantinie mogliby nas podzielić na dwie sale. To co to za integracja? W kubańskiej La Bodeguita Del Medio udało się w jednym miejscu i przy dwóch stolikach. Przybyłyśmy z Adrianą pierwsze na miejsce, zamówiłyśmy kubańskie mojito – mój ulubiony drink i tym samym wyznaczyłyśmy trend na imprezie, bo potem mojito już lało się strumieniami. W pewnym momencie nawet dosłownie, kiedy jeden drink hlusnął na stolik:). Kto nie mógł alkoholowego, zamawiał mojito bezalkoholowe. Do tego przepyszne jedzenie, sałatki i owoce morza w różnym konfiguracjach. Kelner dbał o nas wzorowo, jak tylko jakieś mojito dobiegało końca, pojawiało się na stoliku niezwłocznie następne. W sali obok grała muzyka, szkoda, że nie ruszyłyśmy w tany. Ale musiałyśmy się nagadać, nacieszyć sobą przed wakacjami, a szczególnie pobyć jeszcze z tymi, które wyjeżdżają.

                   Aż 6 dziewczyn nas opuszcza! I to same bliskie mi osoby. Znowu trauma po wakacjach... Pocieszam się tylko tym, że życie nie znosi próżni, a przecież dzięki Inetrnetowi, skype'owi, gadu gadu będziemy w kontakcie. Jako prezent od Polklubu dla naszych koleżanek osobiście podjęłam się wymalowania pamiątkowych decoupagowych talerzy. Mam nadzieję, że im się spodobały i czasem przypomną im o praskich czasach i o mnie. A wieczór był szampański! Na koniec jeszcze wzniosłyśmy za Agnieszkę urodzinowy toast tequilą, zagryzaną solą i limonką. Następnego dnia jeszcze trochę kręciło mi się w głowie, ale długo jeszcze będę wspominać tę noc.

                   Dziewczyny kochane! Melu, Izo, Joasiu, Marto, Manuelo, Adriano! Dokądkolwiek pojedziecie, gdziekolwiek Was życie zaprowadzi, bądźcie szczęśliwe! I nie zapominajcie o Pradze...

23:00, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 maja 2008

                   Od kiedy prażanie sięgają pamiecią wstecz, od kiedy wszystkie turystyczne almanachy zaczęły opisywać ich miasto, wiadomo było, że Praha jest "naj" sama w sobie. Wyjątkowa i niepowtarzalna, dla prawie każdego Czecha to oczywiste, że jest najpiękniejszym miastem na świecie i najczęściej zwiedzanym w Czeskiej Republice. Nic więc dziwnego, że wszyscy są z niej dumni. Miasto nad Wełtawą ma najwięcej pomników, wież i wieżyczek, a ze swych wzgórz najpiękniejszy widok na pałace, domy, dworki, parki. Od dawna należy do miejsc magicznych, które mają swoje genius loci. Opiewana w pieśniach i baśniach, opisywana w powieściach i opowiadaniach, dzisiaj jest też miejscem popularnym nie tylko wśród artystów i pisarzy, ale przede wszystkim wsród turystów i fotografów. Najlepiej oczywiście o wszystkich jej osobliwościach przekonać się samemu. Tymczasem warto zapoznać się z tym, co zostało wymierzone i sprawdzone szkiełkiem i okiem. Dlatego prezentuję dzisiaj listę największych, najwyższych i najdłuższych obiektów w stolicy Czech.

                    Wielu odwiedzających Prahę turystów interesują mosty na Wełtawie. Kiedy patrzy się na panoramę miasta z Letnej czy z Vyšehradu tworzą one malowniczy widok. Przez rzekę jest przerzuconych ponad 20 mostów, mostków, kładek. Niektóre są tylko dla pieszych, inne to mosty kolejowe, ale większość to przeprawy dla pieszych, tramwajów i samochodów. Najkrótszym mostem jest Čechův most, zbudowany w latach 1905 - 1908. Jego długość wynosi 169 metrów i jest to jedyny łukowy most żelazny w Pradze. Nadłuższy most na Wełtawie to most Libeňský, zbudowanyw latach 1924 - 1928. Jego całkowita długość to 780 metrów a bez ramp 370 metrów.

                     Najstarszym i oczywiście najpiękniejszym i najbardziej znanym mostem jest Most Karola, czyli po czesku Karlův most. Już dawno został wyłączony z ruchu i można się tylko po nim przechadzać, nie spiesząc się i ciesząc oczy widokami. Panuje na nim często dość duży tłok, bo to najwęższy most praski, ma szerokość tylko 9,5 m. Przy tej porcji turystów, którą codzień przyjmuje niestety czasami trudno nim przejść. Dzięki astrologom do dziś wiadomo, że jego budowa zaczęła się o 5.31, 9 lipca 1357 roku.

                     Najszerszym mostem przez Wełtawę jest Barrandovský most, jego szerokość waha się między 40 do 50 m. Nie przeszkadza mu to jednak być chyba najbardziej i najczęściej zakorkowanym mostem w mieście. Kiedy słyszę radiowe komunikaty o korkach, jest w nich pewniakiem. Łączy bowiem obwodnicę miasta z centrum i trasą dojazdową do miasta od strony Hradec Kralove i Brna.

                    Najdłuższym mostem kolejowym jest wiadukt łaczący Holešovice i Masarykovo nádraží. Wiadukt z roku 1850 ma długość 1110 m a do roku 1910 był najdłuższym mostem w Europie. Najdłuższym praskim tunelem jest natomiast tunel pod Strahovem, ma długość 2005 metrów. Najdłuższy tunel kolejowy biegnie pod Vinohradami. Dwutorowa przeprawa ma długość 1141 metrów i od roku 1896 łączy Hlavní nádraží z Vršovicami na Smíchově.

                     Pora na transport lotniczy. Najdłuższy pas startowy, nie tylko w Pradze ale w całych Czechach, jest na lotnisku Ruzyne. Długość pasa to 3715 m.

                     Najdłuższą praską ulicą jest Plzeňská i ciągnie się przez 10,5 km.

                    Ostatnim rekordem długości, o jakim chciałabym wspomnieć, jest kolejka linowa w Pradze, zwana przez prażan Lanovką, która jeździ od 1891 roku na Petřín. Jej tor ma długość 511 metrów i pokonuje różnicę poziomów 130 metrów.

                   Teraz pora na rekordy wysokości. Określenie Pragi miastem stu wież nie jest pustosłowiem, wystarczy wyjść na jakikolwiek punkt widokowy, żeby zobaczyć te wszystkie wieże, wieżyczki, dzwonnice, spiczaste wykończenia domów, ale również wieżowce, które zostały wybudowane głównie w ostatnich kilku dziesięcioleciach. Bezkonkurencyjnie najwyższą budowlą na terenie maista jest wieża telewizyjna na Žižkově. Cała budowla ma wysokość 216 m. Na wysokosci 63 m znajduje się restauracja a nad nią taras widokowy, który jest 97 m nad ziemią. Prace na budową wieży zaczęły się w 1986 r. a zakończyły się już w nowej epoce politycznej w 1992. Dlatego niekórzy mówią, że jest reliktem komunistycznym. Jedno jest pewne, warto tam zajrzeć przy okazji i podziwiać roztaczający się z niej widok na miato. Przy dobrej pogodzie widoczność sięga nawet do 100 km (nie wiem, nie sprawdzałam, aż takiej dobrej pogody nie miałam).

                    A jeśli ktoś chce szukać drapaczy chmur, to musi udać się na Pankrac. Stoi tutaj niedokończona budowa siedziby czechosłowackiego radia. Jej wysokość to 108 m i ma 27 pięter. Ten żelazobetonowy szkielet czeka na dokończenie. Może się wreszcie doczeka. Na razie wokół niej rosną nowe biurowce. Może nie z takimi wysokimi ambicjami, ale przynajmniej wykończone.

                    Przeciwagą dla wszystkich nowoczesnych budowli w mieście sa naturalnie kościelne wieże. Jedna z dzwonnic katedry św. Wita ma wysokość 96,6 m. Swój obecny wygląd z barokowym dachem zawdzięcza przebudowie w 1777 r. Ta najwyższa dzwonnica skrywa w sobie jeszcze jedno "naj" w postaci największego dzwonu w Czechach. Dzwon o wadze 16,5 tony, odlany w 1549 roku ma na imię Zygmunt.

                    Zanotowałam już najwyższe budowle, ale warto też wspomnieć o naturalnych najwyższej i najniżej położonych miejscach. Praha, miasto pełne wzgórz i pagórków, swój najwyżej położony nad poziomem morza punkt miała niegdyś, do roku 1974 na Białej Górze, miejscu legendarnej bitwy z 1620 roku. Kopiec wznosił się na 381 metrów npm. Obecnie najwyżej położony punkt miasta jest na Pradze 5 na Kopanině, który ma 391 m npm. Natomiast najniżej położone miejsce czeskiej metropolii to Bohnice, gdzie Wełtawa opuszcza miasto (177m npm.).

                     Może dla niektórych krótki, dla niektórych długi jest ten przegląd z mnóstwem cyferek, ale nawet one uwidaczniają, jak wiele ciekawych miejsc jest do zobaczenia w Pradze, na jak wiele ciekawostek można się natknąć, idąc przez most, na spacer na wzgórze lub do parku. Warto czasami dostrzec w tym wszystkim również ten matematyczny aspekt, żeby docenić to miejsce i ten czas.

19:27, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 maja 2008

                    No i stało się. Wczorajszy Dzień Zwycięstwa został przypięczętowany otwarciem trzech nowych stacji metra w Pradze. Wprawdzie ja w tym czasie byłam we Wrocławiu i nie mogłam być świadkiem, ale wkrótce to nadrobię i koniecznie wybiorę się na wycieczkę Cečkiem, czyli linią C, czerwoną, żeby się przekonać, jak wyglądają.

                    A z tego co widzę na zdjęciach, różnią się diametralnie od tych stacji, które znam. Najczęściej korzystam z metra w centrum, żeby uniknąć stania w korkach. Zostawiam samochód na parkingu Park and Ride przy mojej stacji metra Dejvicka i ruszam w miasto Ačkiem, jak pieszczotliwie Czesi nazywająa linię metra A. (Ačko, Bečko i Cečko). Stacje mera budowane w czasach zdobyczy socjalizmu już są dość wysłużone, ich wystrojowi też można by wiele zarzucić, ale najważniejsze, że pociągi są czyste i jeżdżą w miarą punktualnie i często.

                     Za to trzy nowe stacje metra są w iście futurystycznym stylu: szkło, metal i marmury, szarość i biel, a jedynym kolorowym akcentem jest symbolizujący kolor linii czerwony. Przybyły więc Cečku stacje Střížkov, Prosek i Letňany, dzięki czemu ma ono teraz długosć 23 km. Budowa trwała 4 lata i pochłonęła 15 miliardów koron czeskich, czyli w przybliżeniu 2 miliardy złotych. Władze Pragi starają się konsekwetnie realizować swój plan rozbudowy metra i transportu publicznego. Są plany przedłużenia linii A i poprowadzenia szybkiego pociągu do lotniska Ruzyně do roku 2013.

                     Dzięki przedłużonej linii C natomiast już teraz można przyjechać do centrum miasta w 20 minut i w te same 20 minut dojechać  z powrotem do Letňan, gdzie mieści się jedno z  największych centrów handlowych w Pradze. Nigdy się tam nie wybrałam, bo przerażała mnie odległość i przebijanie się przez korki. Teraz będę mogła dostać się na przedmieścia metrem w razie potrzeby albo chociażby po to, żeby obejrzeć sobie te projektanckie cuda niewidy.

JAN PŘEROVSKÝ/THE PRAGUE POST

                      Stacja Letňany została zbudowana również z myślą o nowym stadionie narodowym, który ma zostać zbudowany nieopodal. Wszystko to jest powiązane ze staraniami stolicy Czech i udziale w konkursie na organizację igrzysk olimpijskich w 2016 roku. Powiększenie infrastruktury transportu publicznego jest kolejnym silnym argumentem na jej korzyść. Nie wiadomo tylko, jak długo zajmie miastu rozbudowa linii metra A z planowaną stacją końcową przy lotnisku. Wiadomo, że koszty szacuje się na 40 miliardów koron.

                     Kiedy byłam ostatnio w Warszawie, właśnie otwierano nową stacją metra Słodowiec, a jesienią podobno będą gotowe pozostałe trzy przystanki. Też się z tego bardzo cieszę i zarówno za warszawiaków jak i prażan pozostaje mi trzymać kciuki!

11:28, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 maja 2008

                   Okazuje się, że mój blog zaczyna być przydatny ludziom, którzy chcą odwiedzić Pragę jako turyści, ale również dla tych, którzy chcą przyjechać do Pragi na dłużej, żeby pomieszkać, popracować, zasmakować w czeskich klimatach. Dlatego postanowiłam opublikować po polsku wynik konkursu ogłoszonego po raz kolejny przez czasopismo "The Prague Post", przeznaczone dla anglojęzycznych ekspatów mieszkających w Pradze. Rokrocznie ogłaszają oni listę najlepszych zdaniem ich czytelników restauracji, pubów, punktów usługowych, atrakcji i smakołyków. Oto wyniki głosowania z tego roku:

Najlepsze piwo: Pilsner Urquell
Kwestia gustu, smakosze wiedzą lepiej. W Pradze równie popularne jest piwo Budweiser, znane lepiej jako Budvar. Polecam również produktu browaru Krušovice i Gambrinusa.

Najlepszy Pub: Jáma
Nie wiem, nie byłam. Mam zaległości w tym względzie :).
V Jámě 7, Prague 1
www.jamapub.cz

Najlepsza kawiarnia: Café Louvre
Cudowne desery i pyszne jedzenie, cóż więcej można powiedzieć, trzeba spróbować.
Národní 20, Prague 1
www.cafelouvre.cz

Najlepsza restauracja: sieć Ambiente
Nie dziwię się, że Ambiente wygrało w głosowaniu ekspatów, ponieważ ta sieć restauracji ma w swojej ofercie najpopularniejsze dania z kuchni całego świata. Jest więc restauracja włoska, japońska, meksykańska. Dla każdego coś smacznego.
www.ambi.cz

Najlepsza korporacja taksówkowa: AAA
Sama korzystam od czasu do czasu, więc również mogę polecić. Taksówkarze są uczciwi i punktualni, ich taksówki są wyposażone w nawigację satelitarną, więc nie mają problemów z trafieniem w najmniej uczęszczane zaułki miasta. A ich charakterystyczne żółte samochody wprowadzają nieco nowojorskiego klimatu w stolicy Czech.
Tel.: 222 333 222      
www.radiotaxiaaa.cz

Najlepsze centrum handlowe: Chodov
Fakt, że strasznie mam tam daleko, ale jeśli potrzebuję znaleźć coś wyjątkowego, czego nie mogłam kupić gdzieś indziej, wiem, że tam to dostanę. W Chodovie jest chyba najlepiej zaopatrzony sklep z zabawkami dla dzieci, jaki udało mi się w Pradze znaleźć. Poza tym jest tam ponad 100 sklepów różnych marek i fajny kącik do zabawy dla dzieci.
Roztylská 19, Prague 4
www.centrumchodov.cz

Najlepszy supermarket: Tesco
Kiedy miałam się przeprowadzić do Pragi, mój kolega z pracy, który często jeździł do Czech, przestrzegał mnie, że Czesi wszystko kupują w Tesco. Miał rację. To, czego obawiali się właściele małych sklepów w Polsce, że supermarkety zawładną rynkiem, nie ziściło się w Polsce. Ale w Czechach niestety tak.

Najlepszy luksusowy hotel: The Four Seasons
Owszem, podobno najlepszy w Pradze, nie wiem, nie znam się, nie stać mnie na niego. Położony tuż nad Weltawą z pięknym widokiem na Hradczany na tyłach praskiej filharmonii Rudolfinum. Podobno, podczas swojego ostatniego koncertu w Pradze mieszkała w tym hotelu Madonna. Ale ręczyć nie mogę :)
Veleslavínova 2a, Prague 1
www.fourseasons.com/prague

Najlepszy hotel w klasie turystycznej: Ibis
Kateřinska 36, Prague 2
www.hotelibis.cz

Najlepszy klub muzyczny: Lucerna Music Club
Położony w legendarnym budynku, zaprojektowanym przez dziadka Vaclava Havla, tuż przy Vaclavskim Naměsti. Odbywają się tam kameralne koncerty i popularne imprezy taneczne.
Vodičkova 36, Prague 1
www.musicbar.cz

Najlepsze przedszkole: French Lyceum
www.lfp.cz

Najlepsza szkoła: The International School of Prague
Nie chwaląc się, moja Basia chodzi do tej szkoły. Wprawdzie nie mam porównania z innymi, nie będę testować ich na moim dziecku, ale z ISP jestem bardzo zadowolona.
www.isp.cz

                  Tak wybierali czytelnicy "The Prague Post". Każdy ma swoje ulubione miejsca, swoje gusta, o których się nie dyskutuje. Każdy, kto mieszka w Pradze lub ją odwiedzi, ma szansę na stworzenie własnej listy "The Best of Prague", jeśli nie w tym 2008 roku, to w następnych. Polecam!

13:16, ewa.wolinska , Nasza Praha
Link Komentarze (2) »